Na tym blogu będę dodawała swoje opowiadania! Zapraszam do czytania i komentowania rozdziałów!
Kategorie: Wszystkie | Darkmoon World | Oczami Kathreen | Ravenheart World
RSS

Ravenheart World

wtorek, 21 stycznia 2014

Ostatnie chwilę nim, chyba zemdlałam, pamiętam to, że jakaś biała kula uderzyła w mojego oprawcę, odrzucając go kilkanaście metrów ode mnie. Czym lub kim była? Tego nie wiem. Może bym wiedziała, gdybym tak szybko nie straciła przytomności. Widocznie po bitwie, to coś zabrało mnie do domu. Albo po prostu to wszystko mi się przyśniło w co raczej wątpię. Za bardzo było realistyczne, by to nie była prawda. 

Powoli usiadłam na łóżku. Dopiero teraz zorientowałam się, że w rogu mojego łóżka spadł sobie mój króliczek o imieniu Louis. To już zaczynało być naprawdę dziwne, bo nie wiem jakim cudem znalazłam się w domu. Chyba, że potrafię lunatykować podczas spania. A to raczej nie wchodzi w grę, ponieważ ja nie wróciłam do domu.
Więc jeśli nie wróciłam do domu, to gdzie jestem? Czy nadal jestem w tym upiornym lesie? O tym nawet nie chciałam myśleć. A nawet jeśli, to powinnam być martwa, bo chciał mnie zabić. 
A co za tym idzie umarłam, wychodzi na to, ale z drugiej strony …
- Nie umarłaś, żyjesz, nie pozwoliłbym na to.
Znieruchomiałam. Nie wiedziałam skąd nagle wziął się głos, zupełnie jakby czytał w moich myślach. Bo właśnie o tym myślałam, ale skąd mógł wiedzieć?
Powoli obróciłam się wokół własnej osi, w kierunku, z którego dochodził głos. Spodziewałam się zobaczyć jakąś istotę, ale zamiast niej, wpatrywał się we mnie mój królik o niebieskich oczach i srebrno-białym futrze. Wpatrywał się na mnie tak, jakby mi mówił, że nic mi nie jest. Wyraz jego pyszczka wskazywał, że wcale nie żartuje.
Ja: - Nie ja chyba zaczynam wariować! Jakim cudem mógłby mój królik mówić. To absurd.
Może moja podświadomość płata mi figle. Tak, to musi być to, ale z drugiej strony …
Nie byłam pewna tego co usłyszałam, ale ten głos uspokoił mnie i to bardzo.
Ja: - Ale jak ja się znalazłam w swoim pokoju? Przecież nie mogłam się sama teleportować, bo tego nie umiem. To jest jedno, po drugie na pewno zemdlałam, więc jakim cudem …
- Dowiesz się już niebawem, ale bądź pewna, nie jesteś sama. Jestem zawsze z tobą i będę cię chronił i opiekował...
Znowu usłyszałam ten głos. Nie był to mroczny i groźny, wręcz przeciwnie. Był miły i uspokajał. Już na sam dźwięk tego głosu, uspokoiłam się, ale i tak nie pomogło w rozwiązaniu zagadki mojego powrotu do domu.
A jeśli ten głos miał rację, to znaczy, że dzisiaj jest przed dzień nowego roku szkolnego w wymarzonej prze ze mnie szkole.
-Tak właśnie jest. Jeśli się nie pośpieszysz, będziesz miała przechlapane już na wejściu.
I zaraz po tym usłyszałam lekki śmiech.
Ja: - No wielkie dzięki! Trzeba było mi od razu powiedzieć! … Ale tak na marginesie, która godzina?
Szybkim spojrzeniem, spojrzałam na zegarek. Była 8 rano. Miałam tylko nie całą godzinę, by razem z bagażami dostać się do szkoły. Kto się spóźni, nie zostanie wpuszczony i straci możliwość nauki. A tego chyba nie przebolała. A zwłaszcza od kiedy zrozumiałam, że nie jestem taka jak inne dziewczyny.
Wówczas usłyszałam głos mojej mamy.
Mama: Rosalie! Jak się zaraz nie przygotujesz i nie zejdziesz na dół to się spóźnisz!
Wołała przez drzwi.
Nie patrząc co robię i czy coś tratuje, zabrałam ciuchy i pędem wyskoczyłam z pokoju. Gdyby nie zręczność mamy, pewnie by dostała drzwiami. W ostatniej chwili odskoczyła od drzwi, kiedy one z hukiem otworzyły się, a ja wypadłam na korytarz, pędząc niczym formuła 1 do łazienki.
Mama (biorąc się pod boki): I kto by pomyślał ….

Nie minęło około 20 minut, a już byłam praktycznie gotowa. Z piskiem opon, wyskoczyłam z łazienki pognałam na dół, do kuchni. By szybko zjeść śniadanie, i zebrać bambetle i swojego zwierzaka, ze sobą.
Mama: Hey, hey, nie leć tak bo sobie jeszcze jakiegoś guza nabijesz!
Widząc jak wpadam niczym torpeda do kuchni. A za mną fruwały walizki. I nie wiedzieć czemu, w rogu kuchni, tam gdzie mój zwierzak miał jedno ze swoich poduszek, już tam był i przegryzał sałatę, którą mu mała dała do miseczki.
W sumie nie tylko ja się zaczęłam dziwić, jak szybko ten królik się zjawia. I że jest zawsze tam, gdzie jest potrzebny, jakby przewidywał. Mama już od dłuższego czasu patrzy dziwnie na niego, a jemu to nie przeszkadza i robi swoje.
Mama: Czy to tylko moje urojenia, czy ten królik na serio się teleportował, bo sekundę temu go nie było, tego jestem zupełnie pewna.
Zaczynając się denerwować.
Ja: - Nie, mamo, to ja go ściągnęłam, by nie zapomnieć go zabrać.
Kryłam fakt, że wcale go nie przywołałam, sam się teleportował, co już zaczynało być podejrzliwe i za bardzo dziwne. I to jakby wiedział, że chciałam po niego iść do pokoju.
Między czasie przegryzałam chleb z masłem i marmoladą truskawkową. Wlepiając oczy w królika. A ten jak na złość przysiadł na tylnych łapkach i spojrzał się na mnie z łobuzerskim spojrzeniem, przegryzając marchewkę, która trzymał w przednich łapkach.
Louis (w myślach): Gdyby wiedziała co ją czeka … Mało brakowało, aby ta kanalią ją zabiła, nim się kompletnie nie przebudziła. Miał tupet, nie powiem. Ale od teraz będę bardziej ostrożniejszy, to jest pewne. Trochę czasu minie, nim powiem jej prawdę, o jej walce, jak i tym, że to nie jest moja prawdziwa postać. W sumie to i lepsze, bo trochę by czasu minęło by mi uwierzyła. Ale też została sprawa jej mamy, ona nie ma bladego pojęcia o niczym. To już nie moja działka, nadejdzie dzień, kiedy wszystko się wyjaśni.
Zdziwiło mnie to, że wyglądał jakby nad czymś myślał. I było dość skomplikowane, bo zamarł, trzymając marchewkę w łapkach. I niech teraz, rozumiem,. Czemu ludzie uważają mnie za dziwaczkę. Bo kto normalny człowiek, pyta się, czy ich zwierzaki potrafią przemawiać ze zrozumiem do swoich właścicieli za pomocą min? I jakby gestykulacji? 
By ochłonąć, wypiłam spory łyk herbaty. Odstawiłam kubek i wstałam od stołu. Gdy tylko odeszłam od stołu, kątem oka, zobaczyłam, jak królik, macha łapką, a krzesło same się przysuwa do stołu. Stwierdziłam, że mi się to tylko wydaje i spokojnym krokiem zmierzałam do przedpokoju.
Mama: - Córciu, czy mi się zdaje, czy krzesło same się przysunęło do stołu?
Lekko skołowana.
Ja (nie odwracając się): Nie, mamo, wydawało ci się. To pewnie przez zmęczenie.
Nie chciałam przerazić mamy, jeszcze nie teraz.
Mama: A wiesz co? Może i masz rację. Za dużo wczoraj przeżyłam. Zwłaszcza to, że zobaczyłam faceta, z króliczymi uszami, który zaniósł cie do twojego pokoju, mówiąc, że już ci nic nie grozi …
Zmywając naczynia w zlewie …
Zatrzymałam się w pół kroku.
Ja: - Mamo, możesz to powtórzyć, coś powiedziała na końcu?
Głosem niczym jak robot, bo byłam w szoku.
Mama (odkładając ostatni talerz do szafki): To, że wczoraj wieczorem, przyniósł cie do domu chłopak, z długimi włosami i króliczymi uszami, mając chyba sobie mundur, twierdząc, że nic mi nie będzie, dopóki on jest przy tobie. I żebym nie dzwoniła na policje, bo oni nic w tej sprawie nie wskórają, ani na pogotowie, bo nic ci nie jest, bo tylko zemdlałaś z szoku. Tak mi powiedział, nim zaniósł cie na górę do pokoju. I tyle go widziałam. Kiedy wpadłam do twojego pokoju, już go nie było. Zobaczyłam tylko ciebie leżącą w łóżku, i w nogach twoich leżał twój zwierzak. W sumie już tyle dziwnych rzeczy od dłuższego czasu widzę, że jakoś się tym nie przejęłam, o dziwo, jakby to była kaszka z mleczkiem.
Mówiła to tonem, który wyrażał, to, że już nic jej nie zdziwi, nawet to, gdyby mój zwierzak przybrał ludzką formę. I był tym, którego tamtego wieczoru zobaczyła. Przy czym spokojnie usiadła na pobliskim krześle.
To co powiedziała, zamurowało mnie w podłogę w kuchni. Teraz zaczęłam co nieco rozumieć. Nim zemdlałam, zobaczyłam jednak, zarys sylwetki z uszami, ale była zamazana, by dokładnie zobaczyć. Ale jestem tego pewna, że to ta sama osoba, która mnie uratowała, wczoraj w tym ponurym lesie. Choć część moich pytań, moja mama właśnie mi, nieświadomie pomogła rozwiązać, pozostało kilka, które jeszcze nie rozwiązałam, ale czułam, że zbiegiem czasu zostaną one rozwiązane, i może mi się to wcale nie spodobać.
W sumie jak na razie się tym nie przejęłam, będzie co będzie.
Ja: - Dzięki mamo, że powiedziałaś, bo właśnie się zastanawiałam, jakim cudem wróciłam do domu.
Idąc do przedpokoju.
Mama: Nie ma sprawy, ale jak spotkasz tę osobę, to podziękuj jej.
Powiedziała to spokojnym głosem, jakby co dzień facet z króliczymi uszami przynosił mnie do domu. Co mnie trochę zdziwiło, ale zdenerwowało zarazem.
Ja: - Oczywiście, że tak zrobię, gdy go spotkam.
Tak jakbym na pewno go spotkała, w co wątpię. Ale to miało się niebawem zmienić.
Królik już siedział w swoim koszyczku i czekał z postawionymi uszami, rozglądając się na około, jakby czegoś szukał lub sprawdzał, czy wszystko zabrałam ze sobą.
Mama: - Jeśli ci się uda, daj znać jak poszło! I kiedy znów będziesz mogła zajrzeć do domu.
Podchodząc do mnie.
Ja: - Oczywiście, że dam jakoś znać, jak było. O to się nie martw. Pozdrów ojca, ode mnie.
Przytulając się do niej.
Mama: - Miłej drogi, kochanie. A ty nicponiu, miej na nią oko.
Ostatnie zdanie skierowała do królika, który skinieniem łebka, odpowiedział, żeby o nic się nie martwiła. Lecz tym się nie przejęłam.
Z sercem w gardle, wyjęłam list, który dostałam ze szkoły. Otworzyłam go ponownie, wyjmując, jakby pocztówkę. Na odwrocie jej napisane było: „Aby dostać się do szkoły, połóż kartkę na podłodze i powiedz stając na niej: Do Altei!”
Zrobiłam tak jak pisało. Ledwo ja położyłam, kartka powiększyła się do rozmiarów sporego dywanu. Nie chętnie, wzięłam swoje bagaże i stanęłam na niej. Nie będąc pewna czy dobrze mówię powiedziałam.
Ja: - Do Altei!
Poczułam ze zaczynam spadać w tak jakby przepaść. Chciałam krzyknąć, ale nic z moich ust się nie wydobyło. Ogarnęło mnie przeraźliwie jaskrawe kolorowe światło. Myślałam, że spadam całe wieki, ale to była zaledwie chwila. Nim się spostrzegłam wylądowałam na jakiejś polanie w środku lasu. 
Pomyślałam sobie, że z jednego ucieka, do drugiego ląduję? Ale po rozejrzeniu się, stwierdziłam, że nie wyczuwam złowrogiej mocy ani energii, lecz przeciwnie. Po otrzepaniu się, z niby pyłu, i sprawdzeniu, czy nic sobie nie zrobiłam, i że wszystko mam, wzięłam bagaże i koszyk i ruszyłam przed siebie.
I w sumie dobrze zrobiłam, bo na miejscu, w którym ja uprzednio wylądowałam, wylądowała jakaś dziewczyna. W porównaniu ze mną, jednak lepiej jej to wyszło, nie co.
Widząc mnie, pozbierała porozrzucane walizki i podbiegła do mnie.
Rosalie: - Myślałam, że tylko ja się tutaj zjawię, całe szczęście!
Zatrzymując się około metra prze de mną.
Ja: - Ty też do tej szkoły?
Wypaliłam, co mi ślina na języku.
Izumi: - Tak, dopiero co się zapisałam.
Będąc podekscytowaną.
Ja: - To tak jak ja. Miło mi poznać, jestem Rosalie Ravenheart, a ty?
Podając rękę na powitanie.
Izumi: - Miło mi, jestem Izumi Fujimoto.
Ściskając moją dłoń.
Mnie zatkało.
Rosalie: - Ale jakim cudem my się rozumiemy?
Lekko skołowana.
Izumi: - To normalne w Świecie Magii. Nie wiedziałaś o tym?
Zdziwiona moją niecodzienną reakcją.
Ja: - Na to wychodzi, że chyba pochodzę z nie magicznego świata, bo inaczej pewnie bym wiedziała.
Lekko speszona. Kręcąc butem w miejscu.
Izumi: - Nic nie szkodzi, to normalne, nikt cie za to tutaj nie będzie karał. Wiele uczniów, z tego co wiem, jest takich jak ty, więc nie będziesz rodzynkiem.
Uśmiechnęła się promiennie w moją stronę.
Ja: - A tak na marginesie? To gdzie jest szkoła?
Rozglądając się wokół siebie.
Izumi: - Szkoła jest, tuz za tym wzgórzem. Jak się nie pośpieszymy, będziemy mieć przechlapane.
Zabierając rzeczy i ruszając przed siebie.
Ja: - Oh, masz racje, zupełnie zapomniałam.

Szybko pozbierałam walizki i koszyk i ruszyłam za nowo poznaną dziewczyną. Ruszyłam ku nie znanemu światu, ku nowej przygodzie.
_________________________________
No, troszkę prędzej jest ten rozdział niż miałam dać. Został jeszcze jeden do dodania dzisiaj ^^ A tak mogą się pojawiać co 3-4 dni, to nie jest łatwe pisanie 3 opowiadań na raz ^^
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Biegłam przez upiorny las. Tak jakby coś mnie ścigało. Było ciemno i zimno. Gdzieś w oddali widoczne było słońce, a może księżyc? Nie zastanawiałam się jednak zbytnio nad tym. Musiałam biec, biec by uciec, przed czymś, lub kimś, kogo nie chciałam nigdy więcej widzieć. Za dużo mnie kosztowało, zaufanie tej osobie, która w tak bez szczelny sposób zdradziła mnie i mój sekret.


Sekret nie tylko mój, ale i mojej rodziny. Teraz dopiero zrozumiałam, jaka podła była ta osoba, ale ja głupia zignorowałam wszystkie możliwe przeczucia i dałam się wciągnąć w jego grę. Widziałam jak całe moje dotychczasowe życie przebiega mi przed oczami. Chciałam płakać, ale musiałam być dzielna.


Musiałam być dzielna, by móc zdobyć siłę, aby go zniszczyć, by już nikogo więcej nie skrzywdził. Tego byłam pewna i świadoma. Już z daleka czułam tę niewyobrażalną złą moc, której się wszyscy tak bali.

W takim stanie jakim byłam, nie byłabym zdolna nic mu zrobić. A tym bardziej pokonać go. Czułam jakbym biegła i biegła bez końca. Drzewo, za drzewem mijałam. Musze jak najszybciej uciec z tego lasu. Tym dłużej tu jestem, tym mniejsze miałam szanse.


Dopóki tu jestem, jestem skazana na jego łaskę, co się kończy oczywiście śmiercią. Cały las emanował złą energią. Wiedziałam jedno, nie tak chciałam kończyć ostatni dzień wakacji, tego byłam pewna. Od jutra miałam zacząć nowy rok szkolny, w wymarzonej szkole dla czarodziejek. Tam dopiero nikt by mnie nie nazywał wariatką i dziwakiem, czego tak bardzo od kiedy pamiętam pragnęłam.


Dodając, że sporo czasu zajęło mi przekonanie rodziców, że to dobry pomysł. Tam miałam dopiero możliwość rozwinąć swoje zdolności.

- Nie poddam się!
Mówiłam do siebie po cichu.


Wówczas zobaczyłam, że las się kończy. Wiedziałam, że uda mi się z tego przeklętego miejsca wyrwać się. Nagle usłyszałam głos, którego tak się bałam.

Był to głos, cichy, złowrogi i mroczny:
- Jeśli myślałaś, że mi uciekłaś, to się mylisz …


Zamarłam, ogarnął mnie przeraźliwy chłód. Wiedziałam, że jestem za słaba, ale nie chciałam się poddać bez walki. Nie mogłam mu tak łatwo wygrać. Wówczas pojawiło się jasne światło, które zmiotło mojego oprawcę z dala ode mnie.


Nie wiedziałam, co to było, lub kim był, ale jednego byłam pewna, ten ktoś przyszedł mi z pomocą. Świat się zaczynał rozmazywać, wszystko kręciło się na około. Czułam, że tracę przytomność. I nie myliłam się, co do tego.

_____________________________________
To moje inne opowiadanie, które zaczęłam, ale nie skończyłam o.O Postanowiłam dodawać oba na tym jednym blogu ^^ Będą się rozdziały pojawiać na wymiennie ^^