Na tym blogu będę dodawała swoje opowiadania! Zapraszam do czytania i komentowania rozdziałów!
Kategorie: Wszystkie | Darkmoon World | Oczami Kathreen | Ravenheart World
RSS

Darkmoon World

wtorek, 21 stycznia 2014

Był wieczór, siedziałam przed telewizorem w salonie i oglądałam jakiś denny horror. Oglądałam, bo nic specjalnego nie było w telewizji. Myśląc, że przy zgaszonym świetle ten film będzie ciekawszy.


Mocno wpatrując się w ekran, usłyszałam za sobą ciche kroki, które łączyły się z odgłosami z telewizora, dlatego nie wróciłam na nie uwagi.
Właśnie miałam odstawić miskę z popcornem, gdy zobaczyłam, że z nicości wyłaniają się dwie białe ręce, a za nimi głowa z czarnymi długimi włosami, mówiąca szeptem:


- Co oglądasz?


Wypuściłam z rąk miskę z popcornem, która z hałasem upadła na podłogę. Wrzasnęłam jak opętana, dając z prawego sierpowego w twarz tej zmory, jak sądziłam.


Narobiłam takie rabanu, jak nigdy dotąd wcześniej.


Usłyszałam tupot nóg w korytarzu.
 
Nie myśląc więcej, prawie na czworakach zasuwałam po podłodze, jak najdalej od tej zjawy z nicości. Lądując pod ścianą, i biorąc  co popadnie w ręce do obrony.


Chwilę potem nastała jasność. W drzwiach stali: Sara, Kasumi, Hisaki, Reina i Mayu, którzy wyglądali na nieźle wystraszonych.


Dopiero teraz zorientowałam się, że tą zmorą nicości był nie kto inny jak Asahi, któremu nieźle przywaliłam ze strachu.


Sara: - A ostrzegałam cię, byś się jej zza pleców nie zjawiał. No i się doigrałeś.


Powiedziała, odetchnąwszy z ulgą.


Kasumi: -  Jezu, ale nas wystraszyłaś! Myśleliśmy, że cię ktoś chciał ze skóry obedrzeć.


W tym momencie, Kas oberwał z bok od Hisaki’ego.


Kasumi: - Aj, to bolało!


Wkurzony nieco.


Rose: - Eh, wam to łatwo mówić, prawie mnie na śmierć wystraszył.


Nadal trzymając się za serce, będąc pod ścianą.


Asahi pomału podnosił się z podłogi.


Asahi: - To już nie moja wina, że Rose to taka tchórzofretka!


Masując sobie szczękę w miejscu, gdzie mu przywaliłam.


 
Ten epitet, wytrącił mnie z równowagi.


Rose: - Ja tchórzofretka? W twoich snach, kochasiu!


Łapiąc go za koszulkę.


Asahi: - Rose, Rose, wyluzuj, ja tylko żartowałem!


Będąc przygnieciony znów do podłogi pod moim ciężarem.


Sara: - Rose, odpuść, nie ma sensu byś dalej się wkurzała, znasz go, więc wiesz …


Rose: - W sumie to masz rację, ale jak jeszcze raz mnie tak wystraszysz, to bądź pewny, że skrócę cię o połowę …


Mayu: - Kto się czubi to się lubi, a w tym przypadku kocha …
 
Po tekście Mayu, ja i Asahi spojrzeliśmy na niego wzrokiem jakbyśmy chcieli go zabić na miejscu.
Reszta zamilkła, bo nie chciała komentować i pogarszać sytuacji.
 
Mayu: - A nie mam racji?


Lekko zdziwiony reakcją przyjaciół.


Reina: - Mayu, skarbie, najpierw pomyśl, a potem mów jasne?


Obejmując go ramieniem.
 
Mayu: - Hey, spadaj zboku!


Odpychając rękę Reiny.


Reina: -Ależ ty mój nieśmiałku …
 
(Chuu!)
 
Sara:  - Uspokój się do cholery!
Waląc Reinę w głowę grubym magazynem leżącym na pobliskiej szafce.
 
Mayu: - Dzięki, Saro, bo ja już tym idiotą wytrzymać nie mogę! Sam, nie wiem, czemu się zgodziłem na to by mieszkać z nim w jednym domu …
Załamany kompletnie.
 
Sara: Nie ma się zawsze tego czego się chce, gdyby mu tak nie odwalało, to byłby nawet spoko facet.
Dokończyła zdanie.
 
Hisaki, spoglądając w stronę mnie i Asahi’ego, z uśmiechem.
- Ile jeszcze będziecie tak leżeć na podłodze, obejmując się wzajemnie?
 
W tym momencie, szybko odskoczyłam od Asahi’ego wyrywając mu się z rąk.  Z czego nie był on zadowolony, bo widocznie mu pasowało, że się do niego przytulam.
 
Asahi: - Hey!


Obrywając w twarz przypadkiem.


Rose: - Wybacz!


I sprintem wylądowałam koło Sary i reszty.


Hisaki: - Kto się czubi ten się lubi!


Zachichotał, rozbawiany.


Rose: - A ty się z czego śmiejesz co?


Warknęłam wnerwiona.


Mayu: - Hisaki ma rację, wy naprawdę tak się zachowujecie …
 
Wypowiedź Mayu przerwał niespodziewany telefon. Zadzwonił tak przeraźliwie, że wszyscy obecni podskoczyli do góry na pół metra co najmniej. Z początku nie wiedzieliśmy, który zadzwonił, lecz po chwili zorientowałam się, że to ten z holu.


Nie tracąc ani chwili, podbiegłam do niego, rzucając w locie: - Ja go odbiorę!


Z piskiem opon zahamowałam przed telefonem, szybko odbierając go. Usłyszałam kobiecy głos w telefonie. Był bardzo zdenerwowany.


Głos: - Mówi, Ashihara Hikari asystentka Beatrice Darkmoon, czy mam przyjemność rozmawiać z Rose Miyashita?


Nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale nie miałam wyboru.


Rose: - Tak jestem przy telefonie. Co się stało?


Miałam już złe przeczucia, ale musiałam to jakoś przetrzymać.


Hikari: - Nie miałam innego wyboru, jak powiedzieć ci z przykrością, że twoja mama miała wypadek, w którym zginęła …
 
Zatkało mnie, to był jakiś absurd, ale fakt, ostatni raz rozmawiałam z mamą około miesiąc temu, co było do niej nie podobne …
 
Rose: - CO PANI MÓWI! TO JAKIŚ ABSURD!


Wrzasnęłam przez telefon. I chciałam odłożyć słuchawkę.


Hikari: - Wiedziałam, że tak zareagujesz, ostrzegała mnie, lecz to jest szczera prawda. Przecież ostatnim razem, kiedy rozmawiałyście minął ponad miesiąc, prawda?


To co powiedziała, było szczera prawdą.


Rose: - Skąd pani to wie?


Będąc w szoku.


Hikari: - Ponieważ, stało się dzień po waszej ostatniej rozmowie. W jej woli miałam nic nie mówić przez miesiąc, dopóki wszystko nie zostanie załatwione …


Z załamanym, ale poważnym tonem głosu.


Rose:  - Że co proszę?!


 Teraz to już mnie juz kompletnie zdziwiło.


Hikari: - Też byłam w szoku, ale nie mogłam nic zrobić, takie miałam rozkazy, których nie mogłam się sprzeciwić.


Rozumiejąc moje zdziwienie i szok.

 

Rose: - Ale co ze mną, i całą resztą?


Nie wiedząc co ze sobą zrobić.


Hikari: - Jestem właśnie w drodze do ciebie. Będę około 12 w południe, następnego dnia. Wtedy wszystko ci wyjaśnię…


Rose: - Ale ja chcę teraz! Przecież po śmierci rodziców mamy, nie mam nikogo, kto by się mną zajął!


Pisnęłam z płaczem.


Hikari: - I tu się mylisz, jest ktoś, kto może się Toba zająć, dlatego zajęło mi to ponad miesiąc, by tę osobę przekonać do tego, co nie było łatwe.


Teraz to mnie zamurowało.


Rose: - Że co proszę?!


Ton mojego głosu był dalej zdziwiony.


Hikari: - Wszystko wyjaśnię na miejscu. Więcej powiedzieć ci teraz nie mogę … Do zobaczenia.
I rozłączyła się.
 
Nadal nie rozumiejąc tego wszystkiego, odłożyłam słuchawkę. Chwiejnym krokiem ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Nogi uginały się pode mną. A łzy nie chciały przestać lecieć. To już było ponad moje siły.


Nie patrząc, co i jak wpadłam do swojego pokoju i padłam na łóżko, chowając głowę w poduszkę. Zaniosłam się głośnym płaczem. Mama była jedyną osoba, która tak dobrze mnie znała, a teraz nie miałam nikogo.


Ostatnie chwile z mamą stanęły mi przed oczami. Już wtedy miała taką zatroskaną minę, widać musiała przewidywać co się stanie. Jednakże nie chciała tego po sobie pokazać. Nie chciała mnie denerwować, byłam za bardzo szczęśliwa. Widać, nie miała serca, niszczyć tej radości, która zagościła u mnie.


Między moimi rozmyślaniami i płaczem, usłyszałam pukanie do drzwi.


Rose (zapłakanym i drżącym głosem): - Proszę!


Nie odwracając się nawet, by zobaczyć.


Poczułam jak ktoś siada koło mnie na łóżku i pochyla się nade mną.


Sara: - Rose co się stało? Kto dzwonił?


Zapytała spokojnym głosem.


Rose: - Dzwoniła asystentka mamy… P-powiedziała mmi, ż-że, m-mama n-nie ż-żyje!


Wrzasnęłam.


Wtedy usłyszałam jakby ktoś się przewrócił. W pokoju poza Sarą byli też Asahi, Hisaki, Kasumi, Reina i Mayu.


Rose: Asystentka jest w drodze do nas, by mi to wszystko wyjaśnić, bo przez telefon się nie da …


Chlipałam zawzięcie.


Mayu: - No pięknie … I co teraz?


Hisaki dał z łokcia Mayu.


Hisaki (syknął): Bądź bardziej wyrozumiały!


Asahi (siadając z drugiej strony): - Rose, rozumiem cię bardzo co czujesz.


W tym momencie miał gdzieś, że nie znoszę Asahi’ego. Przytuliłam się do niego.


Rose: - Powiedziała tez, że jest ktoś, kto może się mną zająć. Ale tego zupełnie nie kumam, bo jak wiem, nie ma nikogo kto by …


Reina: - Może chodziło o twojego ojca, o którym mama, ani twoi dziadkowie nie chcieli mówić z jakiegoś dziwnego powodu.
Próbując rozwikłać tę zagadkę.


Rose: - O czym ty mówisz?!


Zdziwiona.


Kasumi: - Wszystko zaczyna się pomału ujawniać, ale nigdy się nie zastanawiałaś, gdzie jest twój ojciec? To było trochę dziwne, zawsze zmieniała temat, jak tylko był ten temat zaczynany. Jakby się czegoś bała, albo co.


Uspakając się nieco, i zaczynając zbierać myśli.


Rose:  - Wiecie, co macie rację, to trochę dziwne było. Wyglądało, jakby musiała zapłacić ogromną cenę, lub jakby była zmuszona wybierać, tak albo tak.


Sara: - Teraz tez zaczynam rozumieć pewną sprawę. Pamiętasz, jak byłyśmy małe i jak niechcący podsłuchałyśmy kłótnię twojej mamy i dziadków?
Poprawiając się na łóżku.


Rose: - Oh, prawda. Już wtedy nieźle się posprzeczała z rodzicami, bo chciała komuś powiedzieć o czymś, ale jej rodzice zagrozili jej, że jak tylko spróbuje, to więcej córki nie zobaczy. To było przerażające, naprawdę.


Chłopaki aż siedli z wrażenia jak to usłyszeli.


Sara: -  I to pewnie chodziło o twojego ojca, dam głowę. Tylko zastanawia mnie, dlaczego tak bardzo nie chcieli, by powiedziała o tobie. To jest zastanawiające.


Kasumi: - Rzeczywiście, to dość zastanawiające, ale jak powiedziała Rose, asystentka będzie jutro w południe. Coś czuję, że jutro się dowiemy, co tu jest grane. Może chociaż część tajemnicy zostanie odsłonięta.


Asahi (zza Rose): - Oby tylko, coś czuję, że nie będzie miło …
 
CDN.
_______________________________________________

Jest jaki jest, mógł być lepszy. Po prostu jakiś dziwny zastój miałam i tak nie jestem zadowolona z tego rozdziału o.O
Może kolejny wyjdzie lepszy :) Lecz i tak życzę miłego czytania i komentowania. I jak nie pojawią się przynajmniej 3 komentarze pod tym i pod dwa poprzednimi postami, to po prostu odpuszczam dodawanie czegokolwiek na bloga :)

poniedziałek, 20 stycznia 2014
Nie różniłam się od innych ludzi, pod żadnym względem, lecz to tak się wydawało. Musiałam pilnować by nikt, ze zwykłych ludzi, nie poznał mojej tajemnicy. Co nie było raczej łatwe. Nie chciałam by ludzie się mnie bali, ale po części nie było mi to dane, przez to z kim się zadawałam.

No bo jak tu tak ująć, moi znajomi całkiem normalni to nie byli, choć ja w tym gronie byłam najmłodsza, o zgrozo. Jedyną przyjaciółką jaka miałam była Sara, pozostała 5 to faceci o dziwnych upodobaniach, ale o tym napisze, kiedy trzeba będzie.

Piszę te historię, ponieważ, nie chcę ani jednej minuty z tego wszystkiego zapomnieć. Wiem to dziwne i nie zrozumiałe, ale z czasem da się to wszystko rozwikłać i zrozumieć. Wszystko byłoby po staremu, gdyby nie nadszedł ten najbardziej niechciany  dzień w mim życiu.

Od tego dnia, wszystko się zmieniło, zmieniło się też moje podejście do świata, który mnie dotąd otaczał i do ludzi wokół mnie się znajdujących. Jak również ten dzień przyniósł mi nie tylko smutek, ale też i radość, lecz też kompletny szok, którego nie mogłam przetrawić przez kilka kolejnych dni.

Dotąd moja mama twierdziła, że mój ojciec nie jest znany, a tu wyszło, że jest inaczej niż mówiła. A była to wina jej rodziców, którzy za nic nie chcieli bym dowiedziała się prawdy, ale teraz jest inaczej …

Osoba, którą podziwiałam okazała się tą osobą, która chcąc, nie chcąc, będzie musiała mieć przyśpieszony kurs, jak to być rodzicem. I przez to wiele rzeczy wyjaśniło się, jak i moje dziwne upodobania. Ktoś z boku powiedział na głos, myśląc, że nie słyszę: „Wypisz, wymaluj, jak ojciec!”

Dotąd tego nie kumałam, ale teraz już się wszystko wyjaśniło, ale po kolei …

——————————————————

No i jest, wiem trochę dziwny i lekko nie wiadomo, o co biega, ale spokojnie, 

wszystko pomału będzie wyjaśnianie z każdym rozdziałem.

Mam nadzieję, że się wam podobał, i czekam na komentarze.