Na tym blogu będę dodawała swoje opowiadania! Zapraszam do czytania i komentowania rozdziałów!
Kategorie: Wszystkie | Darkmoon World | Oczami Kathreen | Ravenheart World
RSS
czwartek, 30 stycznia 2014

Z trzaskiem zamknęłam drzwi za sobą. Ale zaraz potem, wychynęłam się zza nich, i wywiesiłam tabliczkę: "Proszę nie przeszkadzać! Braciom wstęp wzbroniony, bo zabiję!". I schowałam się szybko z powrotem.


Usiadłyśmy na poduszkach na podłodze. Yukari wyjęła z torby laptopa, a potem wyjęła jakieś papiery.

Były to notatki z z ostatnich zajęć z fotografii.

Akane: Nie mogę zrozumieć, o co chodzi z tym tematem? Też musiał nam taki podać?

Westchnęła biorąc szklankę z sokiem.

Misa: Nie to, że nam podał, tylko losowaliśmy. Kto mógł przewidzieć, że taki beznadziejny nam się trafi.

Wyjmując zeszyt i długopis.

Ja: Już lepiej nic nie mówcie! Totalna masakra, ale nie damy się, nie ma mowy, chyba nie chcecie by ta cała Rina i jej paczka się z nas śmiały. Ja na to nie pozwolę!

Walnęłam dłonią o mały stolik, który postawiłam w pokoju by było nam wygodnie, niż na małym zydlu przy biurku. 

Yukari: Masz rację, Hime, musimy zetrzeć ten głupi ich uśmieszek z twarzy. Mam już dość jak ta cała "diva" wszystkimi pomiata. Uważa się za nie wiem co! To już totalna przesada.

Stawiając szklankę z sokiem.

Akane: Ale z drugiej strony musimy uważać, by nas nie zrównała z ziemią.

Mając nutę zdenerwowania w głosie.

Ja: Akane, masz rację, ale jedno jest pewne, trzeba coś z tym zrobić, bo to już jest niemożliwe, by grupka ludzi rządziła całą szkołą. I nikt nie chce się im przeciwstawić, bo boją się, że ich zniszczy ...

Przewracając kartkę w zeszycie.

Misa: Prawda, więc co możemy zrobić, w tej sprawie?

Załamana.

Ja: Czekać, aż im się noga podwinie i wykorzystać to jako dobry argument by ich z tego piedestału zestrzelić.

Miałam groźną minę jak to mówiłam.

Akane: Ty chyba nie chcesz ich zastrzelić?

Miała zgrozę w oczach.

Ja: Akane, co ty gadasz, nie mam zamiaru nikogo zabijać. Po prostu chodziło mi o to, że poczekamy na odpowiedni moment, i ich zdemaskujemy, i wtedy stracą swoją pozycję, wróci stary ład, który był o wiele lepszy od tego jaki teraz nam narzucili. 

W tym czasie bliźniacy byli na dole. Obaj siedzieli na przeciwko siebie, w dwóch fotelach.

Keith: Widziałeś, co wywiesiła na drzwiach?

Lekko wkurzony.

Matt: Tak, widziałem, trochę jednak przesadziła. Ale z drugiej strony nie dziwię się. Jej fobia w stosunku do facetów mówi sama za siebie. Uważa nas za zło wcielone, czy coś w ten deseń ...

Oparł ręce na kolanach.

Keith: Eh... Trzeba coś z tym zrobić, bo w takim wypadku naszej siostrze nie pomożemy ...

Biorąc kubek z herbatą.

Keith: A to wcale nie będzie ...

Matt: Cicho! Coś słyszałem!
Uciszył brata.

Usłyszeli potworne wycie. I to wcale nie był wiatr.

Keith: Cholera! Nie teraz! 



Zrobiło się trochę duszno, jakby część powietrza nagle gdzieś zniknęła. Wstałam i powędrowałam do okna i otworzyłam je, by wpuścić świeżego powietrza do środka. Ledwo co otworzyłam okno, zrobiło się ciemno, zerwał się porywisty wiatr, i do kompletu zgasło światło.

Misa: Co się dzieje?!

Akane: Nie mam bladego pojęcia!

Yukari: Hime ty chyba nie robisz sobie jakiś idiotycznych żartów?
Przerażona.

Ja: Czyś ty oszalała! Nigdy! To nie moja robota!

Byłam kompletnie przerażona, i głosik trochę mi zszedł z tonu.

Wówczas usłyszałyśmy okropne bum, które nas powaliło na podłogę.

Nie wiedziałam co się dzieje. Było ciemno jak nie wiem. W życiu tak ciemnej ciemności nie widziałam.

Słyszałam tylko ogłuszający ryk wiatru, i tak jakby wycie. Nic nie mogłam dostrzec.

Nie tylko ja to słyszałam. Cała nasza 4 to słyszała i wcale nam to się nie podobało.

Ja(w myśli): To źle wróży, jak nic ...

I miałam co do tego cholerną rację. Ale tego nawet nie chciałam brać pod uwagę.

Nagle w ciemności wyłoniły się dwie ciemne sylwetki. Były ciemniejsze od ciemności, która panowała.

Zatkałam sobie usta, i usta Misy. Akane i Yukari próbowały nie pisnąć słówka. Wiedziałyśmy, że jeśli się ruszymy i piśniemy, znajdą nas i zabiją, to pewne.

Widziałyśmy tylko czerwone ślepia, które pałały rządzą mordu. Byłyśmy na zgubionej pozycji. Wiedziałyśmy, że nie mamy z nimi szans.

Słyszałyśmy ich cichy warkot, który tylko nam potwierdzał nasze najgorsze obawy.

Usłyszałyśmy ich głosy

- Jesteś pewny, że to dobry dom?

- Tak jestem tego pewny. Musimy poszukać głębiej. Ona musi gdzieś w tym domu jest. Nie ma możliwości by uciekła. Nie nikogo, kto by ją obronił. 

- W takim razie będzie to łatwe, bo ci idioci niczego jej nie nauczyli, stwierdzili, że ją ochronią, ale się przeliczyli.

- Po tym jak ich zabiliśmy, to tylko kwestia czasu, by ją wykończyć. Przecież tak szef nam rozkazał.

- Nie wrócimy, dopóki ona żyje. Tylko ona jest zdolna nas zniszczyć, ale teraz jest bezradna i bezsilna. I jest łatwym celem do wyeliminowania.

Zaczęli się rozglądać po pokoju.

Kiedy już praktycznie mieli nas na muszce. Nie wiadomo skąd pojawiło się światło, niczym raca lub laser uderzyło w nich. Odrzucając ich pod same okno.

- Co to było, do jasnej cholery?!

- Nie wiem, ale chyba nasz szef się przeliczył, ale nie możemy się poddać!

Wówczas ogarnął nas przenikliwy chłód, i wszystko wokół nas zaczęło się niebezpiecznie kręcić i zamazywać się w ciemnościach.

Zaraz potem straciłyśmy przytomność.

Kiedy zaczęły wracać mi zmysły i przytomność, słyszałam czyjeś zdenerwowane szepty.

- Jak myślisz, nic im nie jest?

- Nie, tylko straciły przytomność,. Cholera, jasna. Tego nie przewidziałem. Gdybym tylko szybciej się zorientował nie trzeba byłoby w to mieszać nie magicznych.

- Nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy i je zabrać, inaczej i je by zabili, a siostra by nam nie wybaczyła, gdyby im się coś stało. To nie ich wina ...

Wtedy spojrzeli się w naszą stronę.

- Zaczynają się budzić, całe szczęście, bo jak na razie nie możemy zbytnio używać czarów, by nas nie namierzyli.

Powoli zaczęłam się podnosić. Świat wokół mnie niebezpiecznie jeszcze wirował, ale pomału się to uspakajało. 

Kiedy zupełnie już się uspokoiło, zorientowałam się, że wcale nie jestem w swoim pokoju, tylko na jakimś upiornym cmentarzu, a nieopodal wznosił się również upiorny Zamek lub co bądź klasztor. Skąd to mogłam wiedzieć, ciemno było.






Jedno jest pewne, jak się dziewczyny obudzą będą jeszcze bardziej przerażone niż wcześniej. Była pewna na sto procent.

Nagle nad uchem prawie przeleciał mi nietoperz. Wrzasnęłam ze strachu, ale ktoś mi zasłonił usta.

Usłyszałam czyjś głos.

- Czyś ty oszalałaś?! Nie wrzeszcz, bo nas znajdą, nim, się jak trzeba ukryjemy!

Kiedy odwróciłam głowę, zobaczyłam, że to był Matt. Keith siedział przy Misie, Akane i Yukari.

Ja(wyszeptałam): - Czy im nic nie jest?

Wskazując głową na dziewczyny.

Matt: Nie, nic im nie jest, zemdlały jak was przenosiliśmy. To normalne jak dla niemagicznych. 

Ja: - to dobrze ... Chwila coś ty powiedział? Jak to nie magicznych? O czym ty mówisz?

Byłam w lekkim szoku, po tym co usłyszałam.

Keith: - To nie jest dobry moment i miejsce by ci to wytłumaczyć. Powiemy ci niedługo, jak się tylko zrobi spokojniej.

Ja: - Ale ja chcę wiedzieć teraz!

Uparcie stałam przy swoim.

Dziewczyny zaczęły się budzić. Były lekko skołowane, jakby przeżyły przejażdżkę roller-costerem co najmniej.

Kiedy się pionizowały. 

Yukari (słabym głosem): - Gdzie my jesteśmy? To na pewno nie jest pokój Hime ...

Rozglądała się lekko skołowana.

Akane: - Prawda, to mi nie wygląda na pokój ...

Nie dokończyła, bo weszła jej w słowo Misa.

Misa: Bo mi to wygląda na jakiś zarośnięty i opustoszały, i upiorny cmentarz, czy ja umarłam?

Była przerażona, że stała się duchem.

Matt: - Nie, nie umarłaś, żyjesz.

Zapewnił ją.

Yukari: - To co my tu właściwie robimy?

Nie wiedząc jak się ma zachować, w sytuacji ekstremalnej, jaka teraz właśnie była.

Matt: - Nie mieliśmy dużego wyboru. Ale jeśli zaraz się nie pospieszymy i nie wejdziemy do zamku, nasza możliwość przetrwania będzie znikoma.

Tak samo jak bracia wyczułam, że coś jest dość daleko, ale dość blisko by nas dopaść za jednym razem.

Ja: - Ma się rozumieć, że jak jak wejdziemy do zamku, będziemy mogli się bronić przed tym czymś co nas zaatakowało?

Myśląc logicznie.

Keith: - Dobrze rozumujesz, siostro. W zamku jesteśmy bezpieczni, bo jest chroniony potężnymi zaklęciami, jak i nie tylko. 

Matt: - Będziemy wstanie ich wyeliminować, ale pod warunkiem, że nas będziecie się słuchać, bo inaczej będzie kiepsko.

Bliźniacy wcale nie żartowali. Mieli jak najprawdziwiej poważny wyraz twarzy. Już samo spojrzenie na nich mówiło, że jeśli się ich nie posłuchamy, to z nami koniec.

Ja: - Nie dobrze, my tu bla bla, a wróg się zbliża. Musimy jak najszybciej i najciszej dostać się do zamku i ukryć swoją egzystencję, by nas nie dopadli, do czasu, kiedy wymyślimy plan ich zniszczenia.

Kiedy to mówiłam, uważałam, że to jest niemożliwe, do zrealizowania. Ale potem zmieniłam zdanie. Nie chciałam by moje przyjaciółki przeze mnie ucierpiały. Tego jednego byłam pewna.

Zaraz potem cała nasza szóstka wstała na nogi. Lekko mnie telepnęło, ale Matt mnie złapał nim narobiłam rabanu.

I tak też zaczęła się nasza upiorna wędrówka, ku nieznanemu. Przeczuwając, że to co się dzieje, jest zaledwie czubkiem góry lodowej. I to nie będą jedyni, którzy przyjdą próbować mnie zabić.

I wiedziałam jedno, że czeka mnie długa droga, by nie dać się pokonać,, ani też pozwolić, by ktokolwiek przeze mnie ucierpiał. Tego najbardziej pragnęłam.

Niczego z tego nie rozumiałam, wiedziałam, że nic nie wiem. I jedno jest pewne, coś tu jest lekko nie na miejscu. 

Kiedy weszliśmy do środka, zaczęło mi się zdawać, że ten korytarz jest mi dość znany.



Tylko nie wiedziałam skąd. Nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie go widziałam. Wiedziałam jedno, jest nie dobrze, ale coraz gorzej. Wiedziałam jedno, że musimy jak najszybciej przebrnąć przez ten długi korytarz, bo inaczej będzie kiepsko.

I nie myliłam się. Wróg już zmierzał w naszą stronę i był coraz bliżej i bliżej niż nam się to wydawało.

CDN.

_________________________________________________
Nowy rozdział ukaże się, jak go poprawię i dopisze dalszą część. Mam nadzieję, że się podobał :)

Kiedy się obudziłam było już widno. Musiałam nieźle być zmęczona ... Zorientowałam się, że jestem nadal w szkolnym mundurku.


Przez chwilę nie rozumiałam czemu. Dopiero, gdy usiadłam, odkrywając się, zaczęłam sobie pomału przypominać wczorajszy wieczór. 

Jak dla mnie był to dość abstrakcyjny wieczór. Stwierdziłam, że to wszystko mi się śniło, ale i tego nie byłam w stu procentach pewna.

W końcu wstałam z łóżka. Spojrzałam się na swój zegarek. I zamarłam ...

Godzinę jaką zobaczyłam na zegarku zszokowała mnie nie mało. Dochodziło właśnie w pół do 12. Jak dla mnie to było coś niesamowitego.

Patrzyłam się na zegarek do 11:35. Zaraz potem przypomniałam sobie, że o w pół do 13 dziewczyny miały do mnie wpaść, ustalić projekt na zajęcia z fotografii, bo byłam z nimi w grupie. 

Nie tracąc czasu, poleciałam do szafy, robiąc spory bałagan, bo nie mogłam się zdecydować co założyć, bo później wychodzimy do parku porobić zdjęcia.

W końcu zdecydowałam się na ten zestaw.



Złapałam ciuchy i poleciałam do łazienki, obok na piętrze. Szybko się umyłam i ubrałam. Uczesałam się i umalowałam.




Prawdę mówiąc, nigdy się sobie nie przyglądałam. Bo i po co miałabym to robić? W lustrze widziałam, dziewczynę o prawie białej karnacji, z dużymi ciemnymi oczami, otoczonych długimi rzęsami. Do kompletu o wzroście około 1.60cm. O długich, gęstych, lekko falujących czarnych włosach. Nic specjalnego. Na kujonkę nigdy nie wyglądałam. 

Z natury byłam spokojna, jak mogłam unikałam kłótni, trudno było mnie wyprowadzić z równowagi. Do kompletu po tym co przeżyłam w jak błam mała, miałam obsesje, lub fobię w stosunku do mężczyzn. Jak kto by zwał. Z jednej strony biorę nogi za pas, z drugiej lepiej mnie nie wnerwiać bo dokopię, tak, że cię matka nie pozna.

Taka już byłam. Nigdy tej osobie nie wybaczyłam. Zranił mnie, i nawet nie powiedział słowa: "przepraszam". Cham i tyle, albo po prostu nie miał odwagi tego mi powiedzieć prosto w oczy.

Od tego czasu dałam sobie z facetami spokój. Ale jak to się mówi, nigdy nie mów nigdy. Może kiedyś znajdzie się ten jedyny ...

Po tym otrząsnęłam się i wyszłam z łazienki. Gasząc światło i zamykając drzwi. Spokojnym krokiem zeszłam na dół. Zupełnie zapominając o wczorajszym wieczorze. 

Patrząc na zegar ścienny w korytarzu, zrozumiałam, że mam jeszcze pół godziny nim dziewczyny przyjdą. Zeszłam na dół a tam ...

Ja: What the hell?!

Myślałam, że to mi się tylko śniło, ale myliłam się...

To co zobaczyłam zdziwiło mnie aż tak, że musiałam się uszczypnąć, by ustalić, że jednak nie śnię.



Usłyszałam rozmowę.

Keith trzymał kubek i patrzył przez okno.

Keith: Jak myślisz, musiał być dla niej spory szok?

Nie odwracając się.

Matt właśnie skończył czytać książkę, i wziął laptopa. 

Matt: A co myślałeś! Że będzie uradowana jak nas zobaczy? Przecież ostatni raz jak nas widziała miała zaledwie 2 lata. Ma prawo nas nie pamiętać. Dla niej obecnie jesteśmy zupełnie obcymi ludźmi.

Czytając pocztę elektroniczną.

Keith upił łyk z kubka.

Keith: Masz rację, ale teraz nie mamy wyboru. Musimy nadrobić ten stracony czas, jeśli chcemy ją chronić. Wiadomo, to nie będzie proste, ale musimy spróbować.

Odstawiając kubek na stolik.

Matt: Masz rację, ale potrzebny jest ktoś kto będzie nad nią czuwał w szkole, tam gdzie my nie możemy.

Zamykając laptopa i odkładając go na bok.

Keith: Z tego to wiem, ojciec już kogoś nam wysłał, ale kim ta osoba jest tego bladego pojęcia nie mam.

Siadając na pobliskim fotelu.

Matt: Też chciałbym to wiedzieć, ale nasz ojciec jest nieprzewidywalny. Zawsze w ostatnim momencie zmienia zdanie.

W tym momencie ruszyłam cichym krokiem w stronę kuchni, by zrobić sobie coś do jedzenia. Kiedy robiłam sobie kanapki. Myślałam sobie, czemu ja jestem taka mała, a oni jeśli dobrze kalkuluję mają, około 1.85cm. Coś tu naprawdę nie gra ... I jedno jest pewne, moje kumpele nie mogą ich zobaczyć, bo będą piszczały jak wariatki, przez ich nie da się ukryć wyglądu. Pewnie mają branie, jak ta lala ... Chwila, moment, o czym ja gadam? Pomyślałam. Nie to już przesada! Jak dla mnie mogą być, nic specjalnego, tylko czemu zaczęłam nagle piać na ich widok. Widocznie nadal odczuwam zmęczenie, chyba potrzebuje dłuższego wypoczynku.

Wyglądało to tak, jakbym była zazdrosna o własnych "braci". Jezu, powinnam się leczyć. I kiedy tak rozmyślałam, nie zauważyłam, że prawie sobie palec odkroiłam i że cieknie mi krew. Patrzyłam tępym wzrokiem jak mi krew kap i kap. i dopiero po chwili zorientowałam się, że to z mojego palca ona cieknie. I wrzasnęłam, jakby mnie ze skóry obdzierano co najmniej.

Zaraz potem usłyszałam stłumiony tupot 2 par nóg, kierujących się w stronę kuchni. Keith i Matt wpadli niczym tsunami do kuchni.

Keith & Matt: Hime, co się stało?

Wydyszeli obaj idealnie się synchronizując. Opierając się o framugi.

Ja lekko rozbawiona powiedziałam do nich, pokazując zakrwawiony palec.

Ja: Chciałam sobie ukroić chleb, ale zamiast niego chciałam sobie odkroić palec, na śniadanie.

Mając dość porąbaną minę, jakby mi to sprawiało niezłą uciechę, odkrajanie własnych palców.

Bliźniaki zamarli na sekundę, i po kilku sekundach.

Matt: Lecę po apteczkę, a ty Keith, sprawdź, czy nie trzeba jechać do szpitala!

I pognał w te pędy.

A ja miałam uśmiech ala kot z Krainy Czarów Alicji.

I byłam nie wiedzieć, czemu dumna, z tego co zrobiłam. Na prawdę cosik było ze mną nie tak.

Keith, ostrożnie do mnie podszedł.

Keith: Hime, pokaż mi tą rękę ...

Biorąc moją dłoń. Matt wpadł z apteczką. Po 15 minutach okazało się, że jednak szpital nie był potrzebny, nie odkroiłam sobie palca, tylko lekko go zraniłam. I skończyło się na opatrunku.

Nie wiem, czemu mnie to tak bawiło. Może dlatego, że widziałam ich przerażone miny, na widok zakrwawionej ręki o.O

Potem obaj stwierdzili, że lepiej bym się nie dotykała do ostrych narzędzi mordu, jak mam zamiar się zamyślić. 

I do kompletu obaj uparli się, że zrobią mi coś do jedzenia, i usadowili mnie przy stole w kuchni. 

I tak też dostałam jedzenie. I nie wiedzieć czemu obaj stali mi nad głową jak dwa cerbery, bym zjadła. Dotąd nikt się tym nie przejmował, czy jem, czy nie jem, było to zupełnie obojętne, ale nie oni.

Dopiero teraz zrozumiałam, że nie jestem ciężarem, jak jak czułam się od najmłodszych lat. Teraz dopiero poznałam, co to mieć naprawdę mieć rodzeństwo, i możliwe rodzinę.

Zaraz potem spojrzałam na zegarek i zamarłam. Była za pięć w pół do trzynastej, wpadłam w popłoch. Ponieważ nikt w szkole, ani z moich znajomych nie wiedział, że mam braci. Wiedzieli tylko, że po tym wypadku zostałam sama i pewnie szukają kogoś, kto by się mną zajął.

Poczułam dziwny ucisk w brzuchu. Wiedziałam, że dopóki oficjalnie tego pani Tanaka nie przekaże w szkole, nikt nie powinien o tym wiedzieć. 

Ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, że Matt był dyrektorem Black Rose Music Company, a Keith to muzyk zespołu Amaranth. Jak ja im to wytłumaczę? Sama nie dam rady, te laski mnie zjedzą, i to na bank. W końcu nie miałam wyboru.

Ja: Mam mały problem, jak się zaraz nie schowacie, to lepiej miejcie telefon do szpitala w pogotowiu, bo mogę ucierpieć.

Miałam dość poważny głos i wcale nie żartowałam. Miałam zgrozę w oczach.

Matt: Właśnie się tego obawiałem. Ojciec jeszcze się nie zdecydował, co u niego dość dziwne i jak na razie musimy siedzieć cicho.

Jakby rozumiał moją obawę.

Ja: Szybko na górę, Moje kumpele zaraz tu będą, i nie tylko ja mogę ucierpieć, jeśli wam życie miłe i bez fleshy i się ukryjcie!

Pisnęłam ze strachu.

Keith: Szybko na górę, twoje kumpele właśnie idą...

Zerkając zza firanki. I zobaczył 3 dziewczyny ubrane dość podobnie do mnie.

Keith: Cholera! Goth attack, nadchodzi!

Puszczając firankę.

Po tym tekście, się trochę wkurzyłam!

Ja: Ja ci dam Goth Attack!

I łapkami w stronę Keith'a. Ale nie dotarłam, bo Matt mnie złapał i lekko podniósł do góry, i mogłam tylko wymachiwać nogami łapkami bezskutecznie.

Matt: Nie czas na bitwę, jeśli nie chcesz nas przedstawić kumpelom jak na razie.

Uspokajając mnie. I przywracając mi zmysły, bo obecnie byłam skupiona jak dokopać drugiemu z bratu.

Teraz to już naprawdę komicznie wyglądało. Scena iście komiczna, bo znowu zaczęłam wierzgać nogami, by mnie w końcu postawił. Rozumiem, że wykorzystuje swój wzrost przeciwko mnie, ale to już przegięcie.

Ja: Do jasnej Anielki! Wreszcie mnie postaw! Wybacz, ale ja nie jestem jakimś sprzętem lub czymś innym do trzymania w powietrzu!

Matt: Postawię, jeśli przestaniesz wierzgać i wymachiwać jak wariatka rękami i się uspokoisz.

Żartując sobie ze mnie.

A ja za to miałam spojrzenie niczym Bazyliszek i miałam ochotę ostro mu dokopać. Ale się powstrzymałam, bo przed drzwiami stały: Akane, Misa ...





I do kompletu Yukari.

Ja: No nie!

Wówczas Matt mnie postawił na nogi, a to co zrobił Keith przeraziło mnie doszczętnie.

Poszedł i wdzięcznym ruchem, otworzył drzwi mieszkania.

Keith: witam szanowne koleżanki mojej młodszej siostry...

Ukłonił się wdzięcznie.

Ja(w myśli): Potem się z tobą Keith policzę, uwierz mi!

Zaciskając dłonie w pięści.

Matt (wtrącając się): chyba chciałeś powiedzieć, naszej siostry.

Lekko obrażony.

Mina dziewczyn, co najmniej nie to, że zdziwiona, lecz aczkolwiek kompletnie zszokowana. Ja im się wcale nie dziwię, że tak jak jakby w słup soli zamieniło, na ich widok.

Po kilku minutach.

Yukari: Czemuś ty nic nam nie powiedziała!
Napadły na mnie.

Ja: Czemu? Ja sama dopiero wczoraj się dowiedziałam, więc co miałam wam powiedzieć?

Lekko zdziwiona, że jeszcze mnie nie udusiły.

Misa: Jeśli tak mówisz, to okey, zrozumiemy, ale patrząc na twoją minę, mówisz prawdę.

Akane: No coś takiego! Nikt by cię nie podejrzewał, ale teraz lepiej byś miała jakiegoś ochroniarza, bo paparazzi ci żyć nie dadzą, i nie tylko oni, ale wszyscy w szkole również.

Ja: Właśnie tego się obawiałam, ale dam sobie radę, ponoć już kogoś mają mi przydzielić, jako ochroniarza, tylko nie wiem, kim on lub ona jest.

Wtedy bliźniacy spojrzeli się na siebie jakby mówiąc: "Musiała podsłuchać naszą rozmowę, nie ma co!"

Ja: Dobra dziewczyny, poflirtujcie potem! Teraz mamy robotę! A bracia nie dostana nóżek i nie wsiąknął na amen. 

Zaczęłam pchać dziewczyny w stronę schodów. Dając im do zrozumienia, żeby nam nie przeszkadzali, bo tylko więcej kłopotu niż pożytku, bo wszyscy nagle dostają jakiegoś kocio-kwiku na ich widok. W sumie sama tak się zachowywałam, ale teraz mi przeszło, jak się dowiedziałam, że są moimi braćmi.

Niedługo potem zamknęłyśmy się u mnie w pokoju. I tyle nas było widać.

CDN.

 

_______________________________________

Nowy rozdział ukaże się, kiedy będę miała ochotę, i tak nie ma prawie nikogo, kto to czyta,

więc i tak nie ma znaczenia, kiedy się nowy ukaże, więc do następnego razu!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Minęło kilka dni, w których zupełnie nic się nie działo. A po Michiyo jakby zapadła się pod ziemię. Z początku jakoś tego nie zauważałam, ale w końcu jednak coś mnie tknęło.

Tknęło mnie to, kiedy właśnie kończyliśmy ostatnią lekcję, czyli angielski. Chwila, kiedy ostatni raz gadałam z Michiyo, było to dosłowne 4 dni temu. I od tego czasu, zupełnie nic ...

Wówczas wybił dzwonek, wiedziałam, że została mi godzina do dodatkowych zajęć. Spokojnie pozbierałam swoje rzeczy i ruszyłam do wyjścia, gdy pani Matsuda zatrzymała mnie w drzwiach klasy.

Pani Matsuda: Muszę z tobą porozmawiać, i to teraz.

Miała bardzo poważną minę.

Ja: Oczywiście. Mam jeszcze tylko godzinę, nim zacznę zajęcia dodatkowe.

Zatrzymując się.

Pani Matsuda: Rozumiem, nie zajmie to długo. Chciałam tylko powiedzieć, żebyś uważała na siebie. Ostatnio tyle dziwnych napadów. Ludzie znikają, i to zawsze wieczorem. Uważaj na siebie, proszę cię.

Nie żartowała wcale.

Z tego co mówiła, mówiła prawdę. Ostatnio coraz dziwniej się w mieście robiło. Coraz dziwniejsze rzeczy się pojawiały. Wiele osób ucierpiało, jak i zaginęło. To już nie były błahe przelewki.

Ja: Dziękuję bardzo, ale teraz muszę już iść, bo nie zdążę, a tego bym nie chciała.

I szybkim krokiem poleciałam przed siebie. Kiedy dotarłam na miejsce, zajęcia z fotografii się już zaczęły.

Około trzy godziny później. Było już ciemno, kiedy wychodziłam ze szkoły. Czułam się dość nieswojo, ale pech trafił, że nikt z klubu fotograficznego nie mieszkał w tym samym kierunku co ja. Więc dlatego stwierdziłam, że jak najszybciej się da, dotrę do domu.

Miałam szczęście, choć nie całkiem. Idąc prawie wpadłam na 3 dziwnych gostków. Nie chcąc mieć z nimi do czynienia, szybko zrobiłam unik,i pobiegłam przed siebie. Myślałam, że już mogę spokojnie iść, myliłam się ... Ci sami co ich minęłam jakiś czas temu.

Ja(w myśli): What the hell is going on?!

Nie mogłam zrozumieć o co chodzi, dopiero po chwili zorientowałam się, że miałam po prostu zwidy ze zmęczenia, i pomyliłam kwiaciarkę i jej córkę z jakimiś bandytami.

Stwierdziłam, że jestem przemęczona, i potrzebuję trochę odpoczynku, bo już zaczynam mieć zwidy na jawie.

Ja(w myśli): To już zaczyna być niebezpieczne. Potrzeby mi odpoczynek i to bardzo!

I spokojnym krokiem dotarłam do domu. Jednakże ...

Jednakże coś mi nie pasowało. Okna w domu, poza tym na górze, w pokoju gościnnym była zgaszone. Wiedziałam, że gosposia, już dawno powinna już pójść, więc co do licha?!

Gdy zaczęłam się jeszcze bardziej przyglądać, światło zgasło. I jakby jeszcze bardziej upiorniej się dom wydawał.

Dodatkowo zdawało mi się, że zobaczyłam zjawę ze świeczką, w pokoju gościnnym. Zamarłam, i dostałam dreszczy ze strachu. Co u diabła się tu dzieje?! Przecież nikogo nie ma w domu. Więc skąd to światło? Pytałam siebie samej.

Nadal przerażona, ruszyła w kierunku drzwi wejściowych. Drżącymi rękami, wyjęłam klucze do mieszkania. Włożyłam klucz i przekręciłam go. Położyłam rękę na klamce i nacisnęłam ją. Drzwi upiornie zaskrzypiały, gdy je otworzyłam. Może to była tylko moja aż za nadto wybujała wyobraźnia, ale usłyszałam cichy głos: "Paszła z stąd! Nikt tu cie nie prosił!"

Nie to tylko moja wybujała wyobraźnia płata mi figle. Weszłam do środka i zamknęłam drzwi za sobą. Potem dopiero przypomniałam sobie, że pani Tanaka miała dzisiaj przyjść podczas obecności gosposi, bo coś chciała mi zostawić. A twierdziłam, że nie miałam kontaktu z nią o.O Nie ja na prawdę muszę odpocząć ...

Szłam po ciemku, szukając włącznika światła. I jak na złość nie mogłam go znaleźć. Nagle poczuła pod stopami coś miękkiego i ciepłego. I ni o jotę nie wiedziałam co to.

Próbowałam zlokalizować to "coś", ale bezskutecznie. I kiedy znowu chciałam się ruszyć, to "coś" złapało mnie za nogę i nie chciało puścić.

Ja: HYAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!
I zamachnęłam się plecakiem, i nagle zdałam sobie sprawę, że temu czemuś przywaliłam, bo z okropnym łomotem walnęło na sofę w salonie, i ją z lekka przewracając.

Ja: Co do diabła?!

Teraz to już na prawdę nie wiedziałam co się dzieje. Złodziej? Nie sądzę, bo po jaką cholerę by leżał w przejściu do salonu. Zdziwiona. Więc co to u diabła jest?!

Chciałam jak najszybciej włączyć światło. Naprawdę.

Wtedy usłyszałam jakiś nieznany mi głos: Kuso! Co to do jasnej cholery!

Ewidentnie męski, i bardzo wkurwiony, bo ktoś nim trzepnął dość daleko, bo wylądował głową w dół razem z przewrócona sofą.

Poczułam się jakby mnie spetryfikowało. Co tu się dzieje? Ale stwierdziłam, że nie dam się tak łatwo!

Stanęłam w pozycji bojowej, i czekałam co się dalej wydarzy.

Wtedy zobaczyłam białą damę schodzącą po schodach. A raczej dwie upiorne postacie, na których widok wrzasnęłam jak opętana! i ruszyłam w pośpiechu drąc się: "AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!! SIŁY NIECZYSTE!!!!!!!!!!!!!!!!!"

I tak latając w kółko po salonie. Drąc się nie usłyszałam jeszcze jednego głosu, który powiedział: "Sotoshi, złap tą wariatkę nim sąsiedzi się zlecą!"

Mówiła to do osoby, która była najbliżej mnie, a została przeze mnie znokautowana, za pomocą plecaka.

Satoshi: Łatwo ci to mówić! Znokautowała mnie z siłą nosorożca za pomocą plecaka. I będę miał siniaka jak ta lala!

Burknął pod nosem, wstając.

Michiyo: Nie gderaj, tylko złap ją, jasne?!

Teraz to ona była wkurzona.

Satoshi: Jasne, jasne!

I nim się zorientowałam, ktoś mnie złapał, więc postanowiłam walczyć o własne życie!

Ja: nic z tego! Ty popieprzony złodzieju! Tak łatwo się nie dam!

Kiedy się tak szarpałam z nieznanym mi oprawcą, światło się włączyło. I co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Ja: Co do diabła?!

Nie kapując o co chodzi.
Widząc panią Tanakę i jakiegoś gostka, którego pierwszy raz w życiu widzę

Pani Tanaka: Przepraszam za to wszystko, ale była awaria prądu, dlatego światła nie było. I jak chodziłam szukając świeczek. To dlatego musiałaś wziąć mnie za ducha, kiedy wyjrzałam przez okno w pokoju gościnnym.

Ja: No ładnie ... Ale przechodząc do sedna, co to było to coś miękkiego i ciepłego? A potem to coś mnie złapało za nogę ...

Miałam nadal lekko drżący głos.

Wtedy usłyszałam głos za sobą.

Satoshi: To była moja wina, upadła mi latarka, i poturlała się pod fotel. Kiedy ją wyciągałem, stanęłaś na mnie, więc się odsunąłem, bo nie wiedziałem co to.

Był lekko rozbawiony.

Satoshi: A potem zorientowałem się, że odsunął na bok stolik, dlatego złapałem cię za nogę, byś na niego nie wpadła. I zamiast tego, przywaliłaś mi plecakiem, z taką siłą, że przeleciałem przez pokój i wpadając na sofę, przewaliłem się z nią razem.

Wszystko mi tłumacząc.

W tym momencie myślałam, że mam coś z oczami, bo jak to wytłumaczyć, że gostek stojący za mną, nagle wszedł do salonu?

Pani Tanaka widząc moją zdziwioną minę, i spojrzawszy się, w którą stronę patrzę, uśmiechnęła się.

Pani Tanaka: Himeko, z twoimi oczami wszystko w porządku. nie widzisz podwójnie.

Uprzedzając moje pytanie.

Pani Tanaka: a tak przechodząc do tego co chciałam ci powiedzieć, a raczej chciałam ci pewna dwójkę przedstawić.

Wskazując na nich.

Pani Tanaka: Przedstawiam ci Keith'a i Matt'a Bloomwood.

Keith & Matt: Trochę czasu minęło, nie ma co ukrywać.

Ja: Nie rozumiem, o co chodzi?!


Lekko skołowana.

Pani Tanaka: Przecież cztery dni temu mówiłam ci, że poznasz swoich starszych braci.

Widząc, jakby cosik nie kontaktowała, albo miała problem z głową o.O

Dopiero po kilku chwilach dotarło to do mnie.

Ja: ŻE CO?!
Będąc w nie mały szoku.

Bliźniacy: Witaj siostra!
Uśmiechnięci.

W myśli: Shimata! To nie Gwiazdka!

I zaraz potem zemdlałam, widząc tak jakby padający śnieg, którego jeszcze nie było o.O I nie wiedzieć jeszcze choinkę. A był to dopiero początek października.

Niedługo potem straciłam przytomność ...

___________________________._____________________________

Rozdział dedykowany MODA_PISARKA, która jako jedyna jako tako powstrzymuje mnie od skasowania bloga.

Fotka pochodzi z manhwy o nazwie "The One". W przyszłości zostanie ona zastąpiona czymś innym ^^ 

Mam nadzieję, że rozdział się podobał, wiem trochę komiczny mi wyszedł, ale to nic z porównaniu z kolejny rozdziałami ^^

Przez całą drogę w ogóle się nie odzywałam, bo co miałam powiedzieć? Żalić się, że nie mogłam nic zrobić? To byłoby głupie i nawet dość dziecinne. Wiedziałam doskonale, że teraz nic już zrobić nie mogę. Teraz pozostało mi tylko być silna i pokazać, że dam sobie radę! Ale wiele rzeczy nie dawało mi spokoju. 

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wiele rzeczy w ogóle nie zauważałam i wiele z nich zupełnie nie miały sensu. Tak jak na przykład, wydawało mi się, że ktoś mnie cały czas obserwuje. I zawsze, kiedy miało się coś stać, zawsze wychodziłam z opresji cała.
To było dziwne, jak i zagadkowe. Jakby ktoś na de mną czuwał. Ale wiedziałam doskonale, że na pewno to nie był jakiś tam durny anioł stróż, tylko osoba z krwi i kości. Tego byłam w stu procentach pewna. 

Ale z drugiej strony, czemu, ktoś tyle zadawał sobie trudu by mnie chronić? To było bardzo zastanawiające. Niektóre dziwne przypadki dopiero teraz były łatwo do rozwikłania, ale wiele z nich nadal pozostawało zagadką. 

Kiedy tak rozmyślałam zdałam sobie sprawę, że już byłyśmy na miejscu, pod moim domem. Nawet nie wiedziałam kiedy dojechałyśmy na miejsce.

Michiyo: - Kathreen, jesteśmy już na miejscu. Możesz już wysiąść z samochodu.Powiedziała to spokojnym głosem, pełnym zrozumienia, ale też i tajemniczości.

Wysiadłam z samochodu, zabrałam swój plecak. Przed krótką chwile patrzyłam na swój dom.Wydawał się teraz taki smutny, i ponury. Pusty, bez życia. A przecież taki nie był. I znów poleciały mimo chodem łzy, których jak na złość nie mogłam powstrzymać. Wiedziałam, że to co się stało, nie da się naprawić. I to mnie złościło najbardziej. Złościło bo byłam bezradna, i nie mogłam nic zrobić, by stało się inaczej...

Cały świat runął mi w jednej sekundzie. Moje marzenie o założeniu zespołu szlag trafił! Teraz tylko obawiałam się, co teraz ze mną będzie! Byłam niepełnoletnia, a rodzice nie mówili nic, czy mają dalszą rodzinę. Nie chciałam nawet myśleć, że oddadzą mnie jakimś obcym ludziom. Tego się teraz najbardziej obawiałam.

W końcu spokojnym krokiem podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Michiyo stała za mną, wyglądała jakby coś ją gryzło. I dobrze! Niech wie, co ja teraz przechodzę! Niech wie, co to znaczy stracić rodziców! Chociaż to mnie podnosiło na duchu, wiedząc, jak jej jest trudno.
Niedługo potem, drzwi otworzyła nam starsza kobieta.

Gospodyni: Proszę wejść.
Powiedziała smutnym głosem.
Michiyo: Dziękuję.
Wchodząc tuż za mną.

Gospodyni zaprowadziła Michiyo do salonu.

Zaś ja powędrowałam na górę, do swojego pokoju.



 

Rzuciłam plecak na łóżko, i usiadłam na jego rancie. Siedziałam tak dobre z 15 minut.

Gdy stwierdziłam, że muszę się przebrać ...Niechętnie wstałam i poczłapałam do szafy.

 

 

Założyłam pierwsze lepsze z brzegu, nie miałam ochoty myśleć nad ubraniem.

 

Umalowałam się, i poprawiłam swoje długie czarne lekko kręcone włosy.
Niechętnie zeszłam na dół, ale miałam tyle pytań, które nie dawały mi spokoju.

W salonie siedziała Michiyo i piła herbatę. Gdy tylko bezszelestnie zjawiłam się, podniosła wzrok na mnie. Odstawiła filiżankę.
Michiyo: Wiem, że jesteś zła, wiem, że bardzo byś chciała to zmienić. Możliwe, że za jakiś czas będziesz wstanie dotrzeć do prawdy, o tym całym zdarzeniu.

Powiedziała to, kiedy usiadłam.
Ja: Naprawdę? Jest to możliwe?
Tak bardzo chciałam, że to co mówi jest prawdą.
Michiyo: Tak, naprawdę. Długo mi to zajęło, nim mi się udało. Ale nie tylko ja tego chciałam.
Robiło się coraz bardziej dziwnie. Michiyo ściszyła głos, jakby obawiała się, że ktoś nas podsłucha.
Ja: Ale co się pani udało?
Byłam zupełnie zdezorientowana.
Michiyo: Ja wraz z twoimi rodzicami, chcieliśmy byś poznała prawdę, ale pewna osoba, cały czas się temu sprzeciwiała. Ale w momencie, gdy się dowiedziała o ich śmierci, zgodziła się bym ci powiedziała. Zgodziła się tylko dlatego, że jak powiedziałam, że jeśli nie poznasz prawdy, to będzie dla ciebie bardzo źle. I jeśli myślał, że do końca życia będzie cię ukrywał, przeliczył się. Miałaś szczęście, że nie pojechałaś dzisiaj z rodzicami.
Przerwała swoją wypowiedź.
Ja: Ale czemu ten ktoś w końcu się zgodził, i co ma wspólnego fakt, że nie pojechałam z nimi.
Już kompletnie ogłupiałam. To co teraz powiedziała, było dla mnie zupełnie nie zrozumiałe.
Michiyo ciągnąc dalej: Mówiąc dalej. Są pewne osoby, które za wszelką cenę nie chciały byś się urodziła. Wiedziały, że muszą cię zniszczyć, nim ty ich wyeliminujesz.
Teraz to już zrobiło się przerażająco. Ciarki mi przeszły po plecach. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Rodzice byli, aż za nadto nadopiekuńczy. I teraz wiele spraw nabierało sensu.
Ja: Chce pani powiedzieć, że jestem jakimś terminatorem w spódnicy, który ma za zadanie walki ze złem? To już kompletne brednie.
Roześmiałam się. Nigdy tak się nie śmiałam jak teraz.
Michiyo: Może i to dla ciebie to wszystko wydaje się śmieszne, ale jest to po części prawda.
Miała bardzo poważną minę. Widać było, że nie żartowała.
Michiyo: I jeszcze jedna sprawa. Twoi rodzice, którzy cię wychowywali, nie byli twoimi prawdziwymi rodzicami. To jedno, po drugie, nie jesteś jedynaczką, jak ci się wydawało. Masz dwóch starszych braci, którzy są bliźniakami, więc możesz dostać oczopląsu jak ich poznasz.
W tym momencie mnie zatkało. Dopiero teraz zorientowałam się, że jakiś czas temu przez ułamek sekundy, widziałam kogoś, ale coś mi się nie zgadzało ... O boże! Pomyślałam.
Ja: J-Jak t-to?! Mam braci?! Nie, to jakieś nieporozumienie!
Wstałam nagle, i usiadłam z powrotem. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Jeszcze 3 godziny temu, nie spodziewałabym się tego, czego usłyszałam. to już było dla mnie za dużo.
Michiyo: Twój ojciec nie miał wyboru. Po tym jak zostali zaatakowani, jak miałaś zaledwie rok. Twoja matka ratując ciebie, zginęła. By cię chronić, oddał cię pod opiekę dalekiej rodziny. Chciał byś miała normalne życie, z dala od magii i innych dziwnych rzeczy. Niestety, nie udało mu się to. Ale nie martw się, dasz sobie radę, tylko musisz wiedzieć jak. Ale o tym dowiesz się nie ode mnie. I tak jak podejrzewałaś, przez te wszystkie lata, twoi bracia pomagali ci, ale tak, byś o tym nie wiedziała.
Dokończyła herbatę.
Ja: No pięknie! 
Tylko tyle udało mi się powiedzieć, po tym jak to wszystko usłyszałam. Z jednej strony było to szokujące, ale z drugiej, bądź, co bądź, miałam braci, i to było najwspanialsze!
Michiyo podniosła się z kanapy. 
Michiyo: Na mnie już czas. Dam znać, kiedy, co i jak. 
Pożegnała się i wyszła, zostawiając mnie i gosposię samą w tym małym domu, który teraz coś za duży i dziwny się zrobił. Takie miałam dziwne uczucie.
CDN.
__________________________________________________
Miałam zamiar skasować bloga, dlatego mnie nie było o.O Ale jednak zmieniłam zdanie,
i postanowiłam, że najpierw skończę jedno opowiadanie, nim będę dodawała kolejne opowiadania :)
wtorek, 21 stycznia 2014

Był wieczór, siedziałam przed telewizorem w salonie i oglądałam jakiś denny horror. Oglądałam, bo nic specjalnego nie było w telewizji. Myśląc, że przy zgaszonym świetle ten film będzie ciekawszy.


Mocno wpatrując się w ekran, usłyszałam za sobą ciche kroki, które łączyły się z odgłosami z telewizora, dlatego nie wróciłam na nie uwagi.
Właśnie miałam odstawić miskę z popcornem, gdy zobaczyłam, że z nicości wyłaniają się dwie białe ręce, a za nimi głowa z czarnymi długimi włosami, mówiąca szeptem:


- Co oglądasz?


Wypuściłam z rąk miskę z popcornem, która z hałasem upadła na podłogę. Wrzasnęłam jak opętana, dając z prawego sierpowego w twarz tej zmory, jak sądziłam.


Narobiłam takie rabanu, jak nigdy dotąd wcześniej.


Usłyszałam tupot nóg w korytarzu.
 
Nie myśląc więcej, prawie na czworakach zasuwałam po podłodze, jak najdalej od tej zjawy z nicości. Lądując pod ścianą, i biorąc  co popadnie w ręce do obrony.


Chwilę potem nastała jasność. W drzwiach stali: Sara, Kasumi, Hisaki, Reina i Mayu, którzy wyglądali na nieźle wystraszonych.


Dopiero teraz zorientowałam się, że tą zmorą nicości był nie kto inny jak Asahi, któremu nieźle przywaliłam ze strachu.


Sara: - A ostrzegałam cię, byś się jej zza pleców nie zjawiał. No i się doigrałeś.


Powiedziała, odetchnąwszy z ulgą.


Kasumi: -  Jezu, ale nas wystraszyłaś! Myśleliśmy, że cię ktoś chciał ze skóry obedrzeć.


W tym momencie, Kas oberwał z bok od Hisaki’ego.


Kasumi: - Aj, to bolało!


Wkurzony nieco.


Rose: - Eh, wam to łatwo mówić, prawie mnie na śmierć wystraszył.


Nadal trzymając się za serce, będąc pod ścianą.


Asahi pomału podnosił się z podłogi.


Asahi: - To już nie moja wina, że Rose to taka tchórzofretka!


Masując sobie szczękę w miejscu, gdzie mu przywaliłam.


 
Ten epitet, wytrącił mnie z równowagi.


Rose: - Ja tchórzofretka? W twoich snach, kochasiu!


Łapiąc go za koszulkę.


Asahi: - Rose, Rose, wyluzuj, ja tylko żartowałem!


Będąc przygnieciony znów do podłogi pod moim ciężarem.


Sara: - Rose, odpuść, nie ma sensu byś dalej się wkurzała, znasz go, więc wiesz …


Rose: - W sumie to masz rację, ale jak jeszcze raz mnie tak wystraszysz, to bądź pewny, że skrócę cię o połowę …


Mayu: - Kto się czubi to się lubi, a w tym przypadku kocha …
 
Po tekście Mayu, ja i Asahi spojrzeliśmy na niego wzrokiem jakbyśmy chcieli go zabić na miejscu.
Reszta zamilkła, bo nie chciała komentować i pogarszać sytuacji.
 
Mayu: - A nie mam racji?


Lekko zdziwiony reakcją przyjaciół.


Reina: - Mayu, skarbie, najpierw pomyśl, a potem mów jasne?


Obejmując go ramieniem.
 
Mayu: - Hey, spadaj zboku!


Odpychając rękę Reiny.


Reina: -Ależ ty mój nieśmiałku …
 
(Chuu!)
 
Sara:  - Uspokój się do cholery!
Waląc Reinę w głowę grubym magazynem leżącym na pobliskiej szafce.
 
Mayu: - Dzięki, Saro, bo ja już tym idiotą wytrzymać nie mogę! Sam, nie wiem, czemu się zgodziłem na to by mieszkać z nim w jednym domu …
Załamany kompletnie.
 
Sara: Nie ma się zawsze tego czego się chce, gdyby mu tak nie odwalało, to byłby nawet spoko facet.
Dokończyła zdanie.
 
Hisaki, spoglądając w stronę mnie i Asahi’ego, z uśmiechem.
- Ile jeszcze będziecie tak leżeć na podłodze, obejmując się wzajemnie?
 
W tym momencie, szybko odskoczyłam od Asahi’ego wyrywając mu się z rąk.  Z czego nie był on zadowolony, bo widocznie mu pasowało, że się do niego przytulam.
 
Asahi: - Hey!


Obrywając w twarz przypadkiem.


Rose: - Wybacz!


I sprintem wylądowałam koło Sary i reszty.


Hisaki: - Kto się czubi ten się lubi!


Zachichotał, rozbawiany.


Rose: - A ty się z czego śmiejesz co?


Warknęłam wnerwiona.


Mayu: - Hisaki ma rację, wy naprawdę tak się zachowujecie …
 
Wypowiedź Mayu przerwał niespodziewany telefon. Zadzwonił tak przeraźliwie, że wszyscy obecni podskoczyli do góry na pół metra co najmniej. Z początku nie wiedzieliśmy, który zadzwonił, lecz po chwili zorientowałam się, że to ten z holu.


Nie tracąc ani chwili, podbiegłam do niego, rzucając w locie: - Ja go odbiorę!


Z piskiem opon zahamowałam przed telefonem, szybko odbierając go. Usłyszałam kobiecy głos w telefonie. Był bardzo zdenerwowany.


Głos: - Mówi, Ashihara Hikari asystentka Beatrice Darkmoon, czy mam przyjemność rozmawiać z Rose Miyashita?


Nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale nie miałam wyboru.


Rose: - Tak jestem przy telefonie. Co się stało?


Miałam już złe przeczucia, ale musiałam to jakoś przetrzymać.


Hikari: - Nie miałam innego wyboru, jak powiedzieć ci z przykrością, że twoja mama miała wypadek, w którym zginęła …
 
Zatkało mnie, to był jakiś absurd, ale fakt, ostatni raz rozmawiałam z mamą około miesiąc temu, co było do niej nie podobne …
 
Rose: - CO PANI MÓWI! TO JAKIŚ ABSURD!


Wrzasnęłam przez telefon. I chciałam odłożyć słuchawkę.


Hikari: - Wiedziałam, że tak zareagujesz, ostrzegała mnie, lecz to jest szczera prawda. Przecież ostatnim razem, kiedy rozmawiałyście minął ponad miesiąc, prawda?


To co powiedziała, było szczera prawdą.


Rose: - Skąd pani to wie?


Będąc w szoku.


Hikari: - Ponieważ, stało się dzień po waszej ostatniej rozmowie. W jej woli miałam nic nie mówić przez miesiąc, dopóki wszystko nie zostanie załatwione …


Z załamanym, ale poważnym tonem głosu.


Rose:  - Że co proszę?!


 Teraz to już mnie juz kompletnie zdziwiło.


Hikari: - Też byłam w szoku, ale nie mogłam nic zrobić, takie miałam rozkazy, których nie mogłam się sprzeciwić.


Rozumiejąc moje zdziwienie i szok.

 

Rose: - Ale co ze mną, i całą resztą?


Nie wiedząc co ze sobą zrobić.


Hikari: - Jestem właśnie w drodze do ciebie. Będę około 12 w południe, następnego dnia. Wtedy wszystko ci wyjaśnię…


Rose: - Ale ja chcę teraz! Przecież po śmierci rodziców mamy, nie mam nikogo, kto by się mną zajął!


Pisnęłam z płaczem.


Hikari: - I tu się mylisz, jest ktoś, kto może się Toba zająć, dlatego zajęło mi to ponad miesiąc, by tę osobę przekonać do tego, co nie było łatwe.


Teraz to mnie zamurowało.


Rose: - Że co proszę?!


Ton mojego głosu był dalej zdziwiony.


Hikari: - Wszystko wyjaśnię na miejscu. Więcej powiedzieć ci teraz nie mogę … Do zobaczenia.
I rozłączyła się.
 
Nadal nie rozumiejąc tego wszystkiego, odłożyłam słuchawkę. Chwiejnym krokiem ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Nogi uginały się pode mną. A łzy nie chciały przestać lecieć. To już było ponad moje siły.


Nie patrząc, co i jak wpadłam do swojego pokoju i padłam na łóżko, chowając głowę w poduszkę. Zaniosłam się głośnym płaczem. Mama była jedyną osoba, która tak dobrze mnie znała, a teraz nie miałam nikogo.


Ostatnie chwile z mamą stanęły mi przed oczami. Już wtedy miała taką zatroskaną minę, widać musiała przewidywać co się stanie. Jednakże nie chciała tego po sobie pokazać. Nie chciała mnie denerwować, byłam za bardzo szczęśliwa. Widać, nie miała serca, niszczyć tej radości, która zagościła u mnie.


Między moimi rozmyślaniami i płaczem, usłyszałam pukanie do drzwi.


Rose (zapłakanym i drżącym głosem): - Proszę!


Nie odwracając się nawet, by zobaczyć.


Poczułam jak ktoś siada koło mnie na łóżku i pochyla się nade mną.


Sara: - Rose co się stało? Kto dzwonił?


Zapytała spokojnym głosem.


Rose: - Dzwoniła asystentka mamy… P-powiedziała mmi, ż-że, m-mama n-nie ż-żyje!


Wrzasnęłam.


Wtedy usłyszałam jakby ktoś się przewrócił. W pokoju poza Sarą byli też Asahi, Hisaki, Kasumi, Reina i Mayu.


Rose: Asystentka jest w drodze do nas, by mi to wszystko wyjaśnić, bo przez telefon się nie da …


Chlipałam zawzięcie.


Mayu: - No pięknie … I co teraz?


Hisaki dał z łokcia Mayu.


Hisaki (syknął): Bądź bardziej wyrozumiały!


Asahi (siadając z drugiej strony): - Rose, rozumiem cię bardzo co czujesz.


W tym momencie miał gdzieś, że nie znoszę Asahi’ego. Przytuliłam się do niego.


Rose: - Powiedziała tez, że jest ktoś, kto może się mną zająć. Ale tego zupełnie nie kumam, bo jak wiem, nie ma nikogo kto by …


Reina: - Może chodziło o twojego ojca, o którym mama, ani twoi dziadkowie nie chcieli mówić z jakiegoś dziwnego powodu.
Próbując rozwikłać tę zagadkę.


Rose: - O czym ty mówisz?!


Zdziwiona.


Kasumi: - Wszystko zaczyna się pomału ujawniać, ale nigdy się nie zastanawiałaś, gdzie jest twój ojciec? To było trochę dziwne, zawsze zmieniała temat, jak tylko był ten temat zaczynany. Jakby się czegoś bała, albo co.


Uspakając się nieco, i zaczynając zbierać myśli.


Rose:  - Wiecie, co macie rację, to trochę dziwne było. Wyglądało, jakby musiała zapłacić ogromną cenę, lub jakby była zmuszona wybierać, tak albo tak.


Sara: - Teraz tez zaczynam rozumieć pewną sprawę. Pamiętasz, jak byłyśmy małe i jak niechcący podsłuchałyśmy kłótnię twojej mamy i dziadków?
Poprawiając się na łóżku.


Rose: - Oh, prawda. Już wtedy nieźle się posprzeczała z rodzicami, bo chciała komuś powiedzieć o czymś, ale jej rodzice zagrozili jej, że jak tylko spróbuje, to więcej córki nie zobaczy. To było przerażające, naprawdę.


Chłopaki aż siedli z wrażenia jak to usłyszeli.


Sara: -  I to pewnie chodziło o twojego ojca, dam głowę. Tylko zastanawia mnie, dlaczego tak bardzo nie chcieli, by powiedziała o tobie. To jest zastanawiające.


Kasumi: - Rzeczywiście, to dość zastanawiające, ale jak powiedziała Rose, asystentka będzie jutro w południe. Coś czuję, że jutro się dowiemy, co tu jest grane. Może chociaż część tajemnicy zostanie odsłonięta.


Asahi (zza Rose): - Oby tylko, coś czuję, że nie będzie miło …
 
CDN.
_______________________________________________

Jest jaki jest, mógł być lepszy. Po prostu jakiś dziwny zastój miałam i tak nie jestem zadowolona z tego rozdziału o.O
Może kolejny wyjdzie lepszy :) Lecz i tak życzę miłego czytania i komentowania. I jak nie pojawią się przynajmniej 3 komentarze pod tym i pod dwa poprzednimi postami, to po prostu odpuszczam dodawanie czegokolwiek na bloga :)