Na tym blogu będę dodawała swoje opowiadania! Zapraszam do czytania i komentowania rozdziałów!
Kategorie: Wszystkie | Darkmoon World | Oczami Kathreen | Ravenheart World
RSS
środa, 26 lutego 2014

Od chwili, gdy zagłębiliśmy się tą upiorną ciemność, miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Nie było to wcale miłe uczucie. Nie chciałam nic mówić, ale czułam, że patrzy na nas ta sama ta sama postać, co do nas przemawiała. Przerażało mnie to nie na żarty. Jednak wołałam nic nie mówić, żeby jeszcze bardziej nie pogarszać sytuacji.

Kas: Może ktoś ma z łaski swojej jakąś durną latarkę przy sobie? Bo ciemno tu jak nie powiem gdzie …

Wymachując rękami przed sobą, by na nic nie wpaść. Po chwili wpadając na coś miękkiego i ciepłego.

Matt: Co do diabła!

Wrzasnął, bo coś nagle zaczęło go po plecach macać.

Zatrzymałam się, bo znowu coś zaczęło dziać.

Ja: Co znowu?

Nie widząc co się dzieje.

Kas: Wybacz, eee … Matt, albo Keith, bo was po ciemku za grosz nie rozróżniam!

Zabierając ręce.

Matt: To ty Kas, jak tylko dorwę światło, to cię skrócę, wiesz jak mnie wystraszyłeś!

Zdenerwowany, bo naprawdę myślał, że jakiś potwór mu po plecach łazi.

Ja: Czy wy naprawdę nie możecie się zachowywać normalnie?

Będąc już na skraju wytrzymałości psychicznej.

Kas: Ale to nie moja wina! Weź wyczaruj, jakąś durną latarkę, to będzie mniej problemu!

Też tracąc już wytrzymałość.

Keith: Kas ma rację, musimy jakoś wykombinować latarkę, bo dalej w ten sposób nie zajdziemy …

Potykając się o coś i łapiąc kogoś za ramiona.

Keith: Wybacz, ale się potknąłem …

W tym czasie, wyciągnęłam zza dekoltu wachlarz i zamieniłam go na Lampe przenośna, czy coś w ten deseń. Gdy tylko to zrobiłam zaczęłam świecić na około, by się zapoznać z sytuacją.

Wówczas krew mi się zmroziła się w żyłach, po tym co zobaczyłam. Keith opierał się rękami o coś paskudnego, przypominającego mumię z rogami … Na sam widok zrobiło mi się nie dobrze. Tak samo zareagował Setsu, Kas i Matt …

Keith: GYAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! Co za ohyda!

Szybko zabierając ręce z tego czegoś i odskakując metr do tyłu. Nokautując do kompletu Setsu, który nie zdążył zrobić uniku.

Setsu: AAAAAAAAAAAA!!!!!! Keith, patrz gdzie skaczesz!

Pisnął przygnieciony pod nim.

Kieth: Wybacz, stary, ale to było mocniejsze ode mnie …

Wstając i podajać rękę Setsu, by mógł się od płaszczyć z podłogi.

Setsu: Wielkie mi dzięki, uwierz mi nie chciałbyś być na moim miejscu i czuć się jak naleśnik, po którym przejechał walec.

Otrzepując się z czarnego pyłu.

Setsu: Od  kiedy to pył jest czarny? To raczej nie sadza, bo nie jesteśmy w kominie, ani w kominku …

Przyglądając się temu pyłowi.

Ja: Eh, jak to czarny ?! Pył nie może być czarny, chyba, że ten tunel osmalono przedtem, jesteś pewny ?

Przybliżając się do Setsu.

Setsu: A co to ma być jak nie pył?

Nadal nie wiedząc, o co chodzi.

Kas: Wy debatujecie, co jest pyłem, a co nie,  a ta mumia, na którą wpadł Keith, właśnie wstała i rusza w naszym kierunku …

Keith: Bzdury pleciesz, jak może się mumia ruszać?

Twierdząc, że Kas miał omamy wzrokowe.

Ale Kas nadal próbując nam powiedzieć, że jak się nie ruszymy, to będzie kiepsko. Ciągnąc mnie za rękaw i pokazując, zbliżającą się mumię.

Keith: O cholera?! Lepiej się z stąd zabierajmy!

Robiąc krok do przodu.

Kas: A chwilę temu twierdziłeś, że mam omamy. o.O

Powiedział do niego, mając głupawą minę idioty.

Keith: Cofam, to co mówiłem! Kochani, bierzmy nogi za pas i chodu!

Po tym co powiedział, nasza piątka rzuciła się do ucieczki. Wyczarowując sobie łyżworolki, by jak najszybciej oddalić się od tej mumii. Lecz mumia nie dała za wygraną, skądś wytrzasnęła bicykl i zasuwała za nimi, wymachując pięścią w naszą stronę i drąc się: „Czekajcie w mordę! Ja was zaraz złapię!”. Podarta peleryna powiewała za nim, a stary szal robił za procę.

W sumie nie przejęliśmy się tym bardzo, tylko, że Kas przypadkiem rolką wpasował się w jakiś przycisk, co pootwierało na całej długości zapadnie i coś w rodzaju toru przeszkód, co zmusiło nas do robienia sporych skoków i akrobacji.

Jeśli mumia myślała, że nas tym spowolni to się musiała przeliczyć. Jeszcze szybciej zasuwaliśmy, niż poprzednio. Ja za to miałam kask z reflektorem na samym czubku jak u górnika, czy co. Dzięki temu nie musiałam trzymać lampy w rękach, co było upierdliwe dla mnie. Ale też ułatwiało jazde pozostałym.

Setsu: Zgubiliśmy tą pokrakę?

Dysząc i nie zwalniając.

Ja: A skąd ja mam wiedzieć? Zabiłabym się, gdybym się odwróciła przy takiej prędkości jazdy!

Wrzasnęłam, nadal nie zwalniając.

Kas: Chyba ją zgubiliśmy, bo nie słyszę jej paskudnego wrzasku.

Stwierdził, już lekko poirytowany.

Keith: Kas ma racje, coś za cicho …

Denerwując się nie co.

Matt: Nie wywołuj wilka z lasu!

Nie chcąc ani razu więcej widzieć tej przeklętej mumii.

Nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ, ni stąd ni zowąd nagle przed nami wyrosła ściana z kamiennych cegieł. Nie mogąc, jak i nie mając jak zahamować, cała nasza piątka wpadła na ścianę.

Wyglądaliśmy niczym cudne naleśniki. Co wcale nie było dla nas zabawne, ani śmieszne. Gdy się pozbieraliśmy, usłyszeliśmy wrzask wkurzonej mumii.

Kas: A ja myślałem, że ją zgubiliśmy?

Załamany.

Matt: I co teraz?

Nie wiedząc co robić.

Ja: Zajmijcie ją czymś, bo właśnie znalazłam jakąś inskrypcję na tej durnej ścianie.

Czyszcząc napis na niej.

Setsu: Jaką inskrypcję?

Zdziwiony co nie miara.

Ja: Ci! Rozpraszasz mnie!

Wyjmując wachlarz, i waląc Setsunę nim w głowę.

 

CDN.

_____________________________________________________________

No i wreszcie, upiorny rozdział 13 już za mną. Wiem, powinien być 2 dni wcześniej, ale za nic napisać nie mogłam! Mam nadzieję, że mi wybaczycie! To nie była łatwa sprawa, jego napisanie. Nienawidzę tej liczby! Lecz i tak mam cichą nadzieję, że będzie się wam ten rozdział podobał :) Kolejny jak będzie co najmniej 5 komentarzy.

sobota, 15 lutego 2014

Nie wiedziałam co miałam myśleć o tym co usłyszałam. Jednak te dziwne koszmary, co ostatnio się nasiliły, nie były przeze mnie wymyślone. To musiała być moja podświadomość, która teraz dawała o sobie znać. Przypominając mi to co się działo, jak byłam mała.

Ale jak 3 miesięczne ja, mogła to zapamiętać? To pytanie zaczęło mnie zastanawiać. To musiało być bardzo przerażające doświadczenie, że aż mi się wryło w psychikę, ale z czasem o tym zapomniałam. I dopiero od nie dawna zaczynam od nowa we snach przeżywać, jakby to było co najmniej wczoraj.

Setsu: Nic nie mogliśmy zrobić, by powstrzymać twoją matkę przed jego użyciem. Wiedziała jakie będą tego konsekwencje, a jednak go użyła.

Głos mu drżał, jakby nie chciał więcej nic mówić.

Kas: I to mnie właśnie zastanawia, wiadomo, że nie musiała go użyć. To czemu go użyła?

Chodząc w kółko, trzymając ręce z tyłu.

Keith: Dobrze powiedziane, Kas. Coś musiało ją skłonić, by go użyła. Może jeszcze jest druga strona tego medalionu, o którym nikt nie ma pojęcia?

Wpatrując się nicość przed sobą.

Matt: Na to wygląda, ale jak się dowiemy, jak medalion również zniknął?

Będąc zdruzgotany.

Ja: A może wcale nie zniknął, tylko wrócił do tego, kto go stworzył.

Zastanawiając się na głos.

Bracia, Kas i Setsu spojrzeli się na mnie, jakbym się do nich odezwała w nieznanym przez nich języku, co najmniej.

Matt: Co miałaś na myśli mówiąc, że wrócił do tego, kto go stworzył?

Podejmując mój tok myślenia.

Ja: Chodziło mi o to, że nie mógł po prostu tak zniknąć, nawet jeśli, zostałby ślad po tym. A jak mówiliście, nic po nim, ani po mnie i mamie nie zostało. To znaczy, że po zrealizowaniu tego, o co poprosiła mama, musiał wrócić do miejsca skąd pochodził. To jedyne wytłumaczenie jego zniknięcia i tej anomalii, która po nim nastała …

Główkując dalej.

Keith: O czym ty mówisz? Jakiej anomalii?

Stojąc w osłupieniu, bo nie wspomniał o żadnej anomalii, po jego zniknięciu.

Ja: Jak to jakiej anomalii?

Pełna zdziwienia, patrząc na nich.

Kas: Katie, Matt, Keith ni Setsu, a tym bardziej ja, nie wspomnieliśmy o żadnej anomalii …

Patrząc na mnie ze zgrozą.

Ja: Naprawdę? Wydawało mi się, że mówiliście?

Teraz już nie rozumiejąc ich zachowania.

Setsu: Właśnie mieliśmy ci o tym powiedzieć, a ty sama, niczym filip z konopi wyskoczyłaś z tą anomalią. Skąd ty o tym wiedziałaś? Nie mogłaś o tym wiedzieć.

Był pewnie, że nie wiedziałam.

Ja: Weźcie mnie nie przerażajcie!

Robiąc coraz większe oczy.

Ja: To wygląda, jakby ktoś mi o tym powiedział, ale nie wiem kiedy i jak. Tak wywnioskowałam, po tym co powiedziała ta zjawa. Tam gdzie się skończyło, tam się znów zacznie …

Przypominając to co zjawa powiedziała,.

Matt & Keith: Teraz to ty nas nie przerażaj!

Z lekko przerażonym tonem głosu.

Odwróciłam się do nich tyłem, patrząc wprost przed siebie. Widziałam tylko głębię czerni i nicości. Z jednej strony ciekawa byłam co jest na końcu tunelu, ale drugiej strony bałam się, że jeśli teraz ruszę, nie będzie odwrotu.

Po chwili odzywając się.

Ja: Nie dowiemy się, co tak naprawdę się stało ze mną, z mamą, wrogami i medalionem, jeśli będziemy tu tak stać jak kołki. Coś mi się widzi, że tylko my będziemy mogli rozwiązać tę zagadkę, bo nikt inny z jakiegoś powodu nie chce do tego dopuścić. I coś mi się widzi, że moje zniknięcie ma coś z tym wszystkim wspólnego. Ale co to było lub jest? Tego nie wiemy lecz musimy się dowiedzieć nim czas nam dany upłynie, bo wtedy potem nie będzie …

Czułam, że te wszystkie sny i wizje, które miałam od kiedy pamiętam, zaczynając się układać wspólną całość. A to wcale mi się nie podobało. Wiedziałam, że tylko tak będzie można w końcu zakończyć ten ohydny spór i walkę, która trwa od kilkuset lat.

Kas: Katie, ty jesteś naprawdę pewna co mówisz?

Podchodząc do mnie i kładąc mi rękę na ramieniu, lekko przerażony.

Ja: Tak, jestem pewna. Rozwiązując tę zagadkę, nim nas dorwą siły ciemności, w końcu zakończymy tę brutalną wojnę. Coś mi się widzi, że mama była już o krok od rozwiązania tej zagadki, jednak dopadli ją, i teraz ja muszę przejąć pałeczkę, by i dokończyć jej dzieło. I nie mamy czasu na dłuższe gadanie. Musimy się śpieszyć, przecież nie możemy się teraz poddać! To oznaczałoby klęskę naszej ludzkiej rasy. To oznaczałoby, że już nikomu nie uda się przeciwstawić nadchodzącemu kataklizmowi.

Odwracając się, do nich.

Ja: Jesteście ze mną, czy nie?

To nie był żart. W moich oczach było widać, że jestem śmiertelnie poważna.

Kas & Setsu: Jestem z tobą.

Zgadzając się.

Matt & Keith: My również, nie ma innej opcji.

Potwierdzając również.

Teraz pozostało nam tylko zagłębić się w ten upiorny tunel, bo tylko tak możemy dotrzeć do tej wskazówki, jak i też w końcu się z niego wydostać na zewnątrz.

Ja: No to na co czekamy? Trzeba ruszać.

Kierując się przed siebie, i wyciągając znowu durny wachlarz, który zamienił się w latarkę.

Kas (do Matt’a, cicho): Jak ona to robi?

Wkazujac na to jak wyciągam wachlarz, który nagle zmienia się w latarkę.

Matt(cicho, do Kas’a): A skąd ja mam to wiedzieć? Nie pytaj się mnie, tylko jej.

Też nie wiedząc jak to robię.

Kas(cicho): ależ jesteś pomocny, nie ma co?!

Oburzony.

Ja (nie odwracając się): Przestańcie gadać, tylko ruszcie te swoje cztery litery!

Będąc nieco zirytowana.

I tak też w końcu, chcąc nie chcąc pochłonęła nas przerażająca ciemność i nicość, w którą powoli zaczynaliśmy się zanurzać. Coś czułam, że to nie będzie łatwa wędrówka, a to dopiero początek tej przygody, która jeszcze na nas czekała.

CDN.

_________________________________________

Trochę nieskładny i dziwny rozdział, ale zawsze lepsze niż nic. I w końcu udało mi się tę klątwę przełamać, bo zawsze kończyłam na 11 rozdziale o.O Mam nadzieję, że się podobał. Macie jakieś sugestie, pomysły na dalsze przygody? Pisać śmiało, ja nie gryzę :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Kiedy Kas i reszta pomogli mi się wydostać z tej pułapki. Mie wiedzieliśmy co mamy robić dalej. I jeszcze by tego było mało, to zaraz po tym usłyszeliśmy potężny łomot i dziurę którą zrobiłam by się przedostać zawaliła się.

Ja: O nie!

Z przerażeniem na to.

Matt: Teraz to już nie ma odwrotu. Musimy ruszyć tym przeklętym tunelem, by się wydostać na zewnątrz.

Nie będąc pewny czy to się uda.

Setsu: A jeśli to ślepa uliczka?

Zaczynając znów panikować.

Mając nerwy już w strzępkach, wyciągnęłam za dekoltu wachlarz i pacnęłam nim Setsu w głowę.

Ja: Weź ty wreszcie się ogarnij! Tylko nas denerwujesz! Więcej kłopotu z tobą niż pożytku! Jak się nie poprawisz, to zostaniesz tutaj, bo będziesz tylko kula u nogi!

Nawrzeszczałam na niego.

Reszta się nie odzywała. W sumie miałam sporo racji. Setsuna nieźle dawał w kość swoim durnym zachowaniem.

Setsu: Aua! A to za co?

Trzymając się za głowę.

Ja: Za to, że jesteś takim idiota i panikarzem, ot co!

Chowając wachlarz za dekolt.

Setsu: Wcale, że nie! Nie jestem idiota i panikarzem!

Nie zgadzając się z tym co powiedziałam.

Ja: Jeśli uważasz, że się mylę, to mi to udowodnij!

Dalej brnąc przy swoim.

Setsu: A żebyś wiedziała!

Zaciskając pięści ze złości.

Wówczas coś mignęło tuż koło nas.

Keith: Nie chcę wam przerywać miłej wymiany zdań, ale wydaje mi się, że mignął koło nas jakiś cień …

Nie będąc pewny tego co widzi.

Kas: Też jestem tego samego zdania …

Rozglądając się, gdzie ten cień, albo coś pomknęło.

Ja: Weźcie mnie nie straszcie …

Włosy zjeżyły mi się na głowie.

Keith: Ale ja nie żartuję …

Wówczas przed nami ukazała się mroczna zakapturzona postać, trzymająca przed sobą świecznik.

Matt: Chyba nie mówiliście …

Głos mu się urwał.

Stanęliśmy jak wryci. Zupełnie odjęło nam mowę, nie mówiąc, że nie mogliśmy się ruszyć.

Postać: Już raz to się zdarzyło, i znów się stanie. Czas ucieka, to ostatni raz, by raz i na zawsze zakończyć tę tyradę … Śpieszcie się, jeśli wam życie miłe! Na końcu tej drogi znajdziecie pierwszy trop do unicestwienia jego zamiarów.

I kończąc swoją wypowiedź, wsiąknął w mrok go otaczający.

Ja: Co to u diabła było?!

Czując jak głos i władza nad ciałem powróciły.

Kas: Nie mam bladego pojęcia.

Będąc w szoku.

Matt & Keith: Też bym chciał wiedzieć.

Synchronizując się.

Setsu: Wydaje mi się, że to coś, chciało nam coś przekazać.

Analizując to co ta postać powiedziała.

Ja: Ty chyba kochany żartujesz?

Patrząc na niego z niedowierzaniem.

Setsu: Ja wcale nie żartuję. Wiecie co, ja czuję, że musimy zagłębić się w ten tunel.

Poprawiając bluzkę.

Kas: Kto przy zdrowych zmysłach, by ruszył w ten ciemny tunel, bo jakaś zjawia mu kazała?

Twierdząc, że Setsu ma nierówno pod sufitem.

Setsu: Ja na pewno, bo i tak nas nikt tutaj nie znajdzie, bo tego tunelu nie ma na mapie domu.

Biorąc się pod boki.

Matt: W sumie Setsu mówi logicznie. Jeśli tu zostaniemy, nikt nas nie znajdzie …

Biorąc stronę Setsu.

Kas i Keith przytaknęli.

Ja: NO NIE?!  Czy mi się wydaje, że tylko ja jedyna jestem tutaj przy zdrowych zmysłach!

Nie chcąc się ruszyć, ani o milimetr.

Keith: Hime, rozumiem twoja obawę, ale ta zjawa mówiła o czymś, co już się wydarzyło i bardzo możliwe, jest to jeden z kluczy do poznania prawdy, o twoich biologicznych rodzicach.

Nie mając innego wyboru.

Matt: Czyś ty oszalał! Nie powinieneś tego mówić!

Podnosząc głos z oburzenia.

Keith: Matt, prędzej, czy później i tak się dowie, choć będzie wiedziała tyle samo co my obecnie, bo i tak nam wszystkiego nie powiedziano …

Zwracając się do brata.

Setsu i Kas zamilkli. Byli w szoku.

Ja: Chcecie powiedzieć, że ta historia już się raz wydarzyła i wydarzy się ponownie?

Mając wiele pytań.

Matt: Tak, ale nie wiedzieć czemu nasz ojciec, jak i twój, prawie wszystko zataił. Nie wiemy, co tak na prawdę się wydarzyło, ale ta historia ma związek naszą matką … I widać to nie jest koniec jak twierdzili …

Nie wiedząc jak to jej powiedzieć.

Ja: Z naszą matką? Ale co się właściwie stało?

Próbując pozbierać myśli.

Keith: Byliśmy za mali by  pamiętać, a tym bardziej ojciec nie chce nic powiedzieć. Wiemy tylko, że 3 miesiące po twoich narodzinach, rozpętał się wyścig z czasem. Naszym rodzicom udało się ukryć twoje istnienie tylko przez 3 miesiące. Niestety, ktoś się dowiedział …

Głos mu się załamał.

Matt: Wiemy tylko, że cały nasz klan stoczył okropną bitwę. Kiedy myśleliśmy, że już cię straciliśmy, nasza matka użyła amuletu, choć wiedziała, że nie powinna. Nastąpił oślepiający blask, kiedy zniknął, po wrogach ani śladu. Tak samo jak po tobie i po niej …

 

CDN.

______________________________________________

Trochę krótszy rozdział niż poprzednio. Mam nadzieję, że i tak się podobał. Kolejny rozdział już niebawem.

środa, 05 lutego 2014

Tak jak przypuszczałam. Bracia wrócili do domu. Nastała kompletna cisza. Nie wiedziałam co mam robić. Czułam się jak mysz w szklanej pułapce. A Kasumi i Setsuna nie pomagali mi w tym ani o jotę, lecz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie denerwowali. Ale na to by ich uspokoić siły już praktycznie nie miałam. 

Ręce opadły mi już z bez silności. Takiej pary idiotów, to w życiu nie widziałam. Nie mogłam zrozumieć ich zachowania. Zachowywali się tak, jakby nic ich nie obchodziło. Zupełnie jakbym wyparowała co najmniej. Tylko oni byli najważniejsi i ich głupia sprzeczka.

Tylko wzięłam się pod boki i patrzyłam tępym wzrokiem jak obaj się kłócą zajadle. Byłam tak wyprana z emocji, że patrzyłam na nich jakbym ich nie widziała. Albo byli co najmniej przezroczyści.

Kasumi: To twoja wina! Ty zakichany lalusiu!

Wkurzony już na maksa. 

Setsuna: Uważasz, że to moja wina za całą obecną sytuację?

Zrobił się czerwony ze złości, a włosy chodziły niczym małe świdry XD

Kasumi: A żebyś wiedział! Najlepiej będzie jak znikniesz z mojego i Katie widzenia!

Gotowy do bitwy.

Setsuna: W twoich durnych snach!

I tym razem doszło do rękoczynów, bo widać słowna potyczka im nie starczyła.

Jak na razie było mi to obojętne. Do czasu, kiedy nagle usłyszałam, że coś się tłucze. A kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że mój ulubiony wazon na kwiaty poszedł w drobny mak, to dostałam ataku furii.

Zaczęłam głośno hiper wentylować, i złapałam się najbliższej szafki. Kas i Setsu zamarli w połowie walki. Dopiero teraz zorientowali się co zrobili. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. To był mój ulubiony wazon. Jak oni śmieli! Dostałam go na 9 urodziny.

Próby uspokojenia się, nic nie dały, tylko jeszcze pogorszyły sprawę. Tego już było zupełnie za dużo. Miarka się przelała. I to było w stu procentach pewne.  Spojrzałam się na nich wzrokiem mordu.

Ja: COŚCIE DO CHOLERY ZROBILI! MÓJ UKOCHANY WAZON! TERAZ TO SIĘ WAM SKURWIELE DOSTANIE! JEŚLI MYŚLICIE, ŻE UJDZIE WAM TO NA SUCHO, TO SIĘ MYLICIE!

Wrzasnęłam pełna furii. Zaciskając pięść i sięgając po parasolkę, która w moich łapkach zamieniła się w miecz. Do tego miałam taki wyraz twarzy, że lepiej było wziąć nogi za pas. Wzrok bazyliszka, to był zaledwie mały pikuś, przy mojej rządzie krwi.

Ruszyłam na nich niczym rozwścieczony nosorożec, ziejąc po drodze ogniem, niczym smok. Kasumi i Setsuna spojrzeli się na siebie i piskiem.

Kas & Setsu: CHODU!

I obaj z impetem ruszyli do wyjścia. Bo co innego mieli zrobić? To było jedyne rozwiązanie, na ten koszmarny moment. Z trzaskiem otworzyli drzwi do garderoby, które wyleciały z zawiasów i walnęły o ścianę. Pędem wypadli na korytarz.

A ja zaraz tuż za nimi. A jakby miało być inaczej. W ataku furii chciałam ich obedrzeć ze skóry i jeszcze nie wiem co jeszcze. Taka była wściekła. Wszystko inne bym im wybaczyła, tylko nie mój drogocenny wazon. Przegięli i to bardzo.

W tym czasie bliźniacy, siedzieli sobie spokojnie na dole w salonie. Na szczęście nos Matt’a nie był złamany. Całe szczęście, bo dopiero by była jazda, gdyby tak było. Nawet nie chcieli o tym myśleć.



Keith: Całe szczęście, że jednak nie masz złamanego nosa.

Popijając herbatę siedząc na kanapie.

Matt: Masz rację, całe szczęście, nawet nie chciałbym myśleć, gdyby tak było. Obłęd.

Upijając łyk herbaty, siedząc na fotelu, nie opodal brata.



Wówczas usłyszeli okropny łomot, jakby się coś stłukło. A zaraz potem krzyk Katuś, wrzeszczącą, że zaraz kogoś pozabija, za coś, ale za co to nie usłyszeli dokładnie. I nim chcieli odstawić swoje herbaty i pójść zobaczyć, co się stało usłyszeli okropny trzask otwieranych drzwi na piętrze, które z hukiem walnęły o ścianę,  a zaraz potem  stłumiony tupot 2 par nóg przez dywan na korytarzu.

Jak również tuż za nimi tupot jednej pary nóg, niczym jakby szarżował bojowy nosorożec co najmniej.


Keith & Matt: Co do licha?!

Chcieli się podnieść, ale nie zdążyli, ponieważ do pokoju wpadł Setsuna, za nim Kasumi. I mieli miny, jakby ktoś czyhał na ich życie. Z trzaskiem zamknęli drzwi od salonu. I oparli się o nie. Dysząc jakby przebiegli maraton ze dwa razy.

Setsu: Moim zdaniem te drzwi ją nie zatrzymają ….

Miał przerażona minę.

Kasumi: Co ty nie powiesz! Mądralo Blond Loczkowa!

Wysyczał przez zęby.


Obaj zaparli się rękami i nogami, by tylko nie wpuścić rozwścieczonej Katuś do salonu. Ale ledwo to zrobili, usłyszeli głos Katuś zza drzwi.

Ja: Jeśli myślicie, że te marne drzwi mnie zatrzymają, to się kotki mylicie!


Wtedy nastąpił okropny huk, i drzwi wyleciały z zawiasów, a Setsuna wpadł na Keith'a, wytrącając mu filiżankę z herbatą. Kasumi wpadł zaś na Matt’a, wylewając na niego gorącą herbatę.


Drzwi, które wyważyłam przeleciały nad bliźniakami, Setsuną i Kasumi’m. Zatrzymując się na ścianie, zwalając przy tym z niej wszystkie obrazy i inne rzeczy.


Matt: Aua! Coś ty zrobiłeś idioto!

Wkurzony na maksa.

Keith: Moja herbata, patrz gdzie lecisz!

Oburzony co nie miara.


Kasumi & Setsuna: Przepraszam, ale Katuś wstąpił duch mordercy i chce nas zabić!

Pisnęli, zbierając się na nogi, bo już tuptałam w ich kierunku.


Ja: WY, PASKUDNE NISZCZYCIELE NIE SWOJEJ WŁASNOŚCI! JAK ŚMIELIŚCIE ZBIĆ MÓJ UKOCHANY WAZON. JAK ŚMIELIŚCIE! ZARAZ POŻAŁUJECIE TEGO CO ZROBILIŚCIE! JAK WAS SKRÓCĘ O POŁOWĘ!

Głosem, który nawet umarłego by wystraszył. A spojrzenie miałam takie, które mówiło same za siebie.


I tak zaczęłam ganiać ich po salonie, przewracając przy tym bliźniaków, którzy lekko, nie wiedzieli co tu się właściwie dzieje. I mieli prawo, bo dopiero co wrócili ze szpitala.


Do kompletu wymachiwałam mieczem, który nagle zmienił się karabin maszynowy, albo coś w ten deseń. I zaczęłam strzelać w ich kierunku.


Ja: POWYSTRZELAM WAS JAK KACZKI I ZROBIĘ Z WAS SITO!

Wrzasnęłam, strzelając praktycznie jak snajper, patrząc przez celownik. 

Nie zwracając uwagi, w kogo celuję.


Matt: Nie wiem, co tu się dzieję, ale Katuś chyba już nie kontroluje tego co robi!

Skacząc, jakby tańczył na lodowisku co najmniej. Pod ostrzałem artyleryjskim, ze strony Katuś.

Bliźniacy i ta feralna dwójka, uciekali, by się gdzieś schować, bo jeśli tu zostaną, to ich powystrzela to pewne.


Odprawiając taniec świętego wita, z jazdą na lodzie, uciekali jak mogli najszybciej przede mną. Całe szczęście, że gosposia wyszła po zakupy, bo inaczej kiepsko to by było. Naprawdę.


Matt (uciekając, i robiąc skok do góry): Coście jej zrobili, że ją taki szał opętał?


Kasumi: Chyba stłukliśmy jej ulubiony wazon, tak sądzę …

Robiąc skok w bok przed kulą.


Keith (robiąc salto): W mordę, Hime, na serio chce nas wszystkich zabić!


Cała czwórka pędem wpadła do piwnicy. Robiąc po drodze gwiazdę i inne ćwiczenia gimnastyczne w połączeniu choreografią dla czirliderek o.O Tylko pomijając pompony.


Matt: Coś ty powiedział?!

Będąc w nie małym szoku.


Setsuna: Powiedział, że stłukliśmy przypadkiem jej ulubiony wazon.

Przekąsem w głosie.


Kiedy barykado wywali się w piwnicy. Bo to było jak sądzili jedyne miejsce, gdzie możliwe uda im się przeżyć, do czasu, kiedy Katuś przestanie się wściekać.


Przestawiając po drodze wszystkie sprzęty, by móc się jakoś ochronić. W końcu znaleźli jakąś klapę w podłodze, której wcześniej nie widzieli, bo nie było jej na planie domu. A byli tego pewni, ale nie w stu procentach.


Keith: Szybko, nim odkryje, że tu jesteśmy! 

Szepnął do reszty. Otwierając klapę w podłodze. I cała czwórka wskoczyła do środka. I Keith zamknął klapę za sobą. 


Setsuna: A jeśli nas tu znajdzie! To nas ubije, jak matkę kocham!

Pisnął przerażony.


Kasumi: Zamknij, te przebrzydłą jadaczkę, bo na serio nas znajdzie, przez te twoje jęki!

Sycząc mu nad uchem.


Setsuna: Ale ja się boję!

I dalej jęczał.


Kasumi: W mordę! Facet jesteś, czy kurczak!

Zatykając usta Setsunie.


Setsuna coś niewyraźnie wymamrotał, ale nic nie dało się z tego wywnioskować, bo Kasumi skutecznie go zatkał.


Kasumi: I od kiedy Katuś ma pozwolenie na broń palną?

Zdziwiony, cicho.


Matt: A o to oto nas nie pytaj, bo nie wiemy, na serio.

Zastanawiając się.


Keith: Prawda, o tym nie wiedzieliśmy, że potrafi posługiwać się bronią palną.

Również zdziwiony.


Niedługo po tym usłyszeli skrzypienie podłogi, i czerwone światło lasera, który namierzała ich wcześniej Katuś. Zamarli, praktycznie ani drgnąc. Twierdzili, że to trwało całe wieki. A nie kilka minut, jak sądzili.


W tym czasie, Katuś zeszła już do piwnicy. Spokojnym krokiem przemierzała ją, jakby wiedziała, gdzie ich szukać, ale pewna tego wcale nie była.


Ja (do siebie, cicho): Gdzie ich wcięło? Nie mogli tak po prostu wyparować. Ani tym bardziej się teleportować, wyczułabym to. Skubańce jedne, tylko ja was dopadnę ...


Dalej przeszukując każdy zakamarek piwnicy. Wówczas weszłam na klapę, której nie zauważyłam, bo była niewidoczna, dla tych co nie wiedzieli o jej istnieniu. A takim byłam ja.


Nagle poczułam, że podłoga pode mną się ugina, nie wiedzieć czemu. To było naprawdę dziwne, bo przed chwilą tego uczucia nie miałam.


Ja(w myśli): Co do cholery! To przecież nie są ruchome piaski! Nie jestem na pustyni, ani w dżungli, co jest?


Ledwo o tym pomyślałam, poczułam, że podłoga się zarywa pode mną i poczułam, że lecę.


Ja: KYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Podłoga pode mną się zapadła z wielkim hukiem i oparach tynku i i kurzu spadłam z łomotem na coś miękkiego, ciepłego, i oddychającego.


Chwila, co ja pomyślałam? A, tak, oddychającego. ŻE CO?!


Z trwogą otworzyłam oczy, i zorientowałam się, że znokautowałam moich braci, Setsune i Kasumiego, bo wylądowałam na nich.


Teraz dopiero zorientowałam się o co chodzi.


Kasumi(dysząc): Jezu! Podłoga się zapadła, wszyscy cali?


Nie orientując się, ponieważ leżały na ich belki i innie rzeczy.


Matt: Bywało gorzej, ale jestem cały.

Próbując się wydostać.


Keith: Co ty nie powiesz? 

Z sarkazmem w głosie.


Setsuna: Cieszcie się, że nie spadła na nas jedna z tych ciężkich szaf, które widzieliśmy po drodze.

Tarmosząc się z deskami od podłogi i odłamkami betonu, której teraz już nie było.


Ja: Co do diabła to było?!

Na cały głos, skołowana.


Wtedy rumor pode mną ucichł.

Ja: Dziwne, byłam pewna, że coś pode mną się rusza, albo to moja wyobraźnia płata mi figla. Ale może lepiej się upewnię.


Próbując podnieść się na nogi, i zamieniając karabin z powrotem w parasolkę. Złość na Kasumiego i Setsunę, zniknął. W sumie zapomniałam, że ten wazon był magiczny, i sam się naprawiał za każdym razem, gdy się go stłukło niechcący. To żeś ja głupia, że o tym zapomniałam, ale widać taka już moja natura, najpierw fiksuję, potem dopiero myślę, a nie na odwrót.

Gdy odwróciłam się, zobaczyłam kawałek tunelu, ale był zastawiony gruzem i deskami, przez które tutaj spadłam. Mój wewnętrzny sensor, podpowiedział mi, że moi bracia, i dwóch idiotów, tuż jest pode mną. Musieli się ukryć się tu przede mną, kiedy byłam w napadzie furii, a potem spadłam na nich, bo podłoga się załamała, nie wiedząc czemu.


Ja: Cholera! Tego to ja już im nie życzyłam! 

I zaczęłam odgarniać gruz, by ich wydostać. Po jakiś kilku minutach udało mi się do nich dokopać.
I z uśmiechem niczym „Kot z Alicji” powiedziałam do nich.


Ja: Heyo! Nic wam nie jest kochani? Ale była jazda!

Tamtych kompletnie zatkało, widząc mój łepek w zrobionej dziurze między gruzem. I nie wiedzieli co mają powiedzieć.


Po chwili.

Ja: Chłopaki, przesuńcie się, bo chcę do was przeleźć!

Wczołgując się przez otwór, który sama zrobiłam. Ale się zaklinowałam w połowie drogi.


Ja: Hey, proszę, bądźcie tacy mili i pomóżcie mi się wydostać, bo się chyba niczym Kubuś Puchatek w norze Królika się zaklinowałam.

Wierzgając nóżkami z tyłu. I próbując się przecisnąć.


Cała czwórka zrobiła oczy niczym talerze obiadowe na mój widok i się dalej nie ruszyli.

Ja: No, ile mam jeszcze czekać? Spetryfikowało was czy co? Nie gniewam się za ten wazon, zapomniałam powiedzieć, że on się sam naprawia, bo jest magiczny. Więc nie ma żadnego problemu. Tylko byłam tak zła, że o tym zapomniałam. I przepraszam, że chciałam wam powystrzelać, ale możecie być pewni, że nic wam by nie było, tylko byście dostali ataku śmiechu i nic więcej.

Próbując im wytłumaczyć, by mi pomogli się wydostać.


Keith & Matt: Doprawdy? A myśleliśmy, że na serio, chcesz nas zabić.

Wkurzeni, i mieli do tego prawo, choć chwilę temu przeszli minuty grozy.


Ja: Tak, na serio, nie kłamię!

Błagalnym wzrokiem spojrzałam się na nich.


Setsuna: I obiecujesz, że nigdy więcej takich numerów nie wykręcisz?

Nadal nie wierząc.


Ja: Tak, obiecuję, już nigdy więcej takich numerów nie zrobię.

Lekko dysząc, z wysiłku.


Kasumi: Niech ci będzie.

Ruszając w moim kierunku.

 

CDN. 

____________________________________________________

No i jest nowy rozdział. Miało go nie być, bo pod poprzednim rozdziałem, nie było żadnego komentarza, ale wiem, że są osoby, które po prostu przeczytają i skomentują potem oba, dlatego i jest. Wiem trochę dziwny, i nie normalny, ale jest. Teraz pewnie będę pisała, dalszą część, bo jak spojrzałam na kolejne rozdziały, to po prostu urwałam w połowie tematu o.O Że tez ja głupia ... Do następnego rozdziału!


niedziela, 02 lutego 2014

Myślałam, że pojawienie się Kasumi’ego, to wyczerpało już limit, który moje nerwy dawały radę wytrzymać. Stwierdziłam, to co mnie nie dobije, to mnie wzmocni. Tylko tak mogłam do siebie przemówić. Pojawienie się jego i tak już komplikowało wiele rzeczy.


Ale to nie był koniec koszmaru, jak przypuszczałam obecnie. Najnowszy koszmar dopiero miałam poznać.
Tępo patrząc przez okno i stojąc nieruchomo. Było słychać aż brzęczenie muchy. To wszystko  dla mnie wydawało się dość podejrzane, i miałam prawo być nieufna. 

Kasumi: Wiem, że nie jesteś zadowolona, będzie co będzie. Nie pozwolę by ktokolwiek cię skrzywdził. Tego jednego możesz już teraz być pewna.

Stojąc za mną, bezradnie. Widząc, że walczę ze sobą. I wcale nie jest mi to na rękę.

Ja: Ty nic nie rozumiesz … Nie masz pojęcia co ja czuję, i co myślę o tym wszystkim!

Odwracając się nagle.

Kasumi: Rozumiem doskonale, nie musisz wrzeszczeć! Przecież stwierdziłaś, że masz dość wrzeszczenia na jakiś czas.

Stwierdził, spokojnym głosem.

Ja: Skąd, ty o tym wiesz?

Zdziwiona.

Ja: Przecież nic nie mówiłam, a przynajmniej nie przy braciach …

Zdezorientowana.

Kasumi: Widać, nikt ci nie powiedział, że już ktoś cię pilnuje, ale z cienia.

Chichocząc mimo woli.

Ja: ŻE CO?!

Teraz to już huknęłam niczym grom o.O Kasumi zatkał uszy, i lekko nim zarzuciło, bo praktycznie wrzasnęłam mu do uszu, bo stałam przed nim.

Kasumi: Aua! Moje uszy!

Zupełnie nie słysząc przez kilka minut.

Ja: No nie! Najpierw Matt, a teraz Kas. Jestem sadystką!

Załamując ręce.

Ale to co powiedział Kasumi, dobiło mnie zupełnie. Ale z drugiej strony parę rzeczy już się zaczynało wyjaśniać.

Ja: Wiesz co, Kas, ja pójdę do pokoju obok, się ubrać, a ty tutaj poczekaj.

Przechodząc koło Kasumi’ego. Lawirując miedzy szafkami.

Kas: Nie ma sprawy, poczekam.

Siadając znów na krześle, uważając by nie pognieść sobie spódnicy.

Minęłam go, bez słowa. Wyszłam z pokoju i ruszyłam do pokoju obok.

Poszłam do swojej garderoby. Światło było zgaszone, jak weszłam. Cicho weszłam do środka, zamknęłam za sobą drzwi i po ciemku wymacałam kontakt i zapaliłam światło.

Wszystko było na swoim miejscu, nic podejrzanego nie widziałam. Spokojnym krokiem podeszłam do jednej z szaf, i ją otworzyłam. Stałam tak z 5 minut, nie mogąc się zdecydować, co na siebie włożyć.

W końcu zrezygnowana sięgnęłam po zestaw pierwszy z brzegu. Wzięłam ciuchy i poszłam ściągać mój kochany dres.

Minęło 15 minut, i byłam gotowa i zwarta do opuszczenia garderoby.


Usiadłam przy toaletce i zabrałam się za dokończenie stroju wpinając we włosy róże.
Gdy tylko wpinałam drugą czarną różę we włosy, usłyszałam, że coś się przewraca, za kotarą, przy oknie.

Ja: Co do jasnej Anielki!

Lekko wkurzona, bo źle wpięłam różę. Gdy ją poprawiłam, ruszyłam w kierunku, którego usłyszałam łomot. Wówczas zobaczyłam czarny jak smoła cień, który szybko uskoczył w kierunku najciemniejszego miejsca w garderobie.

Ja (cicho): Tego mi jeszcze brakowało, żeby moja garderoba była nawiedzona. 

Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, i czy bardziej wrzeszczeć. Postanowiłam jednak nie krzyczeć, i wzięłam sprawę w swoje ręce.

Stwierdziłam, że i już za dużo polegam na innych ludziach, a najmniej na samej sobie. Zebrałam całą swoją odwagę, i przy okazji wzięłam jedną z moich parasolek, jako broń bitewną, na wszelki wypadek.

Biorąc ją, zaczęłam się skradać w tym kierunku. Wyglądało to dość komicznie, bo kto przy zdrowych zmysłach by się skradał po własnej garderobie niczym włamywacz, albo inny idiota?

Ale o tym już nie myślałam, bo to nie było priorytetem na ten moment. Kiedy się zbliżyłam, zobaczyłam znów ruch czarnego cienia. Nie myśląc za długo, skoczyłam w jego kierunku.

Myślałam, że upadnę na podłogę, ale zamiast paść na podłogę, poczułam, że upadłam na czymś miękkim, ciepłym, i oddychającym do kompletu.

Chwila moment … Pomyślałam ODDYCHAJĄCYM!?

Ze zgrozą, powoli zaczęłam otwierać oczy. Nie chciałam tego robić, ale nie miałam innego wyjścia, bo jak miałabym się dowiedzieć co to jest?

To, co ujrzałam zszokowało mnie jeszcze bardziej. I oczy zrobiłam jak talerze obiadowe, i mowę odjęło mi na minutę jak nie więcej.

Przed sobą i to kompletnie z bliska, bo leżałam na nim, zobaczyłam burzę blond loków, cudownie błękitnych niczym niebo parę oczu, okraszonych rzęsami i o cudnie kuszących ustach, nie wspominając. Nie mówiąc o makijażu. 

 

Ja(w myśli): Cholera! Znowu to samo?! Facet czy baba? O to pytanie.

 

Osoba była z lekka zszokowana, bo nie myślała, że tak łatwo ją złapię.

Zaraz potem, z piskiem sturlałam się z niego, bo zorientowałam się, że to facet.  Pięknym stylem wylądowałam jak kot pod szafą, trzymając parasolkę niczym miecz.


Ja (sycząc przez żeby): Kim ty jesteś, i co tu u diabła robisz!

Będąc gotowa do bitwy.



Wtedy usłyszałam jego nieziemski głos.

Setsuna: Najpierw się na mnie rzucasz. Potem mnie całujesz, a teraz się pytasz, kim jestem? Ciekawa metoda, nie ma co.

Podnosząc się. I podchodząc do mnie.



Ja  (w myśli): Cholera, czy on przypadkiem nie jest w klubie z Kasumi’m, bo ciuchy dość, podobne. I widać jak na dłoni, że to pieprzony cross-dresser …

Ja (na głos): Nie zbliżaj się do mnie, ty paskudna zmoro!

Wyciągając przed siebie parasolkę niczym miecz.



Setsuna: Przestań, nic ci nie zrobię, gdybym chciał, już dawno bym ci coś zrobił, ale miałem cię pilnować tak, abyś o tym nie wiedziała. Lecz ten durny Kasumi ci o tym powiedział. Porachuję się z nim później. 


Kucając przy mnie, i zabierając mi parasolkę z rąk.



Setsuna: To ci nie będzie potrzebne, uwierz mi. A tak poza tym jestem Setsuna.

Przedstawiając się.



Ja: Miło mi, ale teraz to oby dwóm dokopię, jak tylko bracia wrócą do domu.



Nie byłam przekonana, co do niego.

Setsuna: To raczej Kasumi’emu dokopią, bo o mnie wiedzą, ale mieli nic tobie nie mówić.



Uśmiechnął się, i mi się nogi ugięły z wrażenia.


Ja: Ty pięknisiu, nie zbliżaj się do mnie!

Odsuwając się, a on się przysuwał.



Zaraz potem Setsuna padł jak długi, a za nim stał Kasumi, z najnowszym wydaniem Gothic & Lolita Bible, którym mu w głowę przywalił.

Kasumi: Przepraszam, że użyłem twojego magazynu, ale nic ciężkiego nie miałem obecnie pod ręką. Wszedłem w odpowiednim momencie, bo inaczej ten pieprzony flirciarz, jeszcze by coś ci zrobił. Nie wierzę, że jego też ojciec zatrudnił.

Pomagając mi wstać.



Ja: Co ty nie powiesz?

Z ironią w głosie.

Ja: I czemuś ty mi nic nie powiedział, do jasnej cholery! I odłóż mój magazyn, tam, gdzie go wziąłeś!



Bardziej przejęłam się magazynem, a nie tym, że jakiś przystojniak chciał się do mnie dobrać. To już zaczynało być dziwne o.O



Kasumi: Dobrze, już dobrze, odkładam …

Nie dokończył, bo nagle nad sobą, zobaczył burze blond loków.



Kasumi: Cholera! Blond loczek się wkurzył.
Ze śmiechem w oczach.



Setsuna: Ja ci dam „Blond Loczek”, a zobaczysz rudego!


I zaczął ścigać Kasumi’ego po mojej garderobie. I do kompletu jak na złość obaj mieli platformy i obcasy.



Stuk, stuk, tyle co słyszałam, bo tak szybko biegali, że tylko smugę czarno-srebrną widziałam. 
Po jakiś 20 minutach dostałam szewskiej pasji, bo kto by to wytrzymał.



Ja: USPOKÓJCIE SIĘ DO JASNEJ CHOLERY, BO MNIE ZARAZ SZLAG TRAFI! ILE DO DIABŁA MACIE LAT BY TAK SIĘ GANIAĆ JAK MAŁE DZIECI!

Łapiąc ich obydwu w locie za frak, co spowodowało, że obaj na siebie wpadli, całując się przez przypadek.



Kasumi & Setsuna: Ohyda!

I zaczęli się wycierać.



Ja: No wreszcie spokój.

Puszczając ich na podłogę.



W momencie, gdy to mówiłam, usłyszałam dzwonek do drzwi, i głos gosposi.

Gosposia: Już idę!



Ja : O nie! Wrócili!

I spojrzałam się ze zgrozą na Kasumi’ego i Setsunę.



Ja: Teraz to się dopiero zacznie, nie ma co!

Pełna przerażenia.



Kasumi & Setsuna: Co ty nie powiesz, my sweet darling!

Nadal siedząc na podłodze.

 

CDN.

 

___________________________________________

Kolejny rozdział możliwe we wtorek, ale nie jestem w pełni pewna. Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)

 
1 , 2