Na tym blogu będę dodawała swoje opowiadania! Zapraszam do czytania i komentowania rozdziałów!
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 8: Niespodziewany gość

W końcu nie wiedziałam co się właściwie dzieje. I skąd ten głos dobiegał. Wokół mnie zrobiło czarno, nie widziałam ani moich przyjaciółek, ani braci. Za to czułam jak ktoś mną ostro potrząsa. Straciłam przytomność, tak sądziłam, ale było zupełnie inaczej niż myślałam. 


Otóż właśnie się ocknęłam. Z impetem usiadłam na materacu. Nokautując Michiyo, która próbowała mnie obudzić. I nie tylko mnie, jak się potem zorientowałam.

Zobaczyłam też gosposię, która miała przerażoną minę, jakby zobaczyła co najmniej ducha. Postanowiłam wreszcie się odezwać.

Ja: Co tu się właściwie dzieje? Gdzie ja jestem?
Lekko skołowana. Sadowiąc się lepiej.

Michiyo: Oh, wreszcie, już myślałam, że się nie obudzisz!

Uradowana widząc, że się obudziłam.

Ja: Jak to się obudzić? Nie rozumiem.

Teraz to już na pewno nie kumałam o co chodzi. Jeszcze chwilę temu byłam w jakimś ohydnym zamczysku, a tu nagle jestem w salonie w swoim domu. I Michiyo mi mówi, że się dopiero co obudziłam.

To już naprawdę nie trzymało się całości.

Ja: A gdzie są moje przyjaciółki? A gdzie bracia?

Zaczęłam energicznie rozglądać się po salonie. I wcale nie widziałam swoich przyjaciółek, i to zaczęło mnie denerwować jeszcze bardziej, niż na to wyglądałam.

Michiyo: Jakie przyjaciółki? Nikogo, poza tobą, i twoimi braćmi nie było więcej w domu.

Widząc, że coś mi nie pasuje.

Ja: Ale przecież miałam się dzisiaj spotkać z Akane, Misą i Yukari, w sprawie projektu na zajęcia z fotografii …

Dalej drążyłam temat.

Michiyo: A, to dopiero jutro masz spotkanie. Dzisiaj jest sobota. Jakieś 2 godziny po tym jak wasza 3 była już w domu. Nagle w domu zrobiło się ciemno. Gosposia wyszła na chwilę bo zapomniała czegoś do obiadu, i kiedy wróciła, leżeliście na podłodze jak spetryfikowani co najmniej. Nie wiedząc co ma robić, wybrała pierwszy numer na chybił trafił. Dlatego tu jestem.

Tłumacząc co się dzieje.

Dopiero teraz zorientowałam się, że mam opatrunek na palcu. I to się stało niedługo po tym jak sobie, uroczo go prawie odcięłam. Ale nadal nie kumałam, co, jak i w jakim celu to się stało. I do kompletu, czemu to było aż tak realistyczne, i co to miało dać?

Ja: Jak to dopiero jutro?! Co do jasnej Anielki?!

Wrzasnęłam niekontrolowanie, w połączeniu z wybuchem niekontrolowanej złości. Bo jak by nie patrzeć, to wszystko wyglądało tak, jakbym to sobie wszystko w cholerę wymyśliła, co najmniej.

Michiyo: A co myślałaś, że dzisiaj?

Zdziwiona moim iście dziwnym zachowaniem. I nie wiedząc co ma w sumie powiedzieć.

Ja: Tak, właśnie mówię, że to miało być dzisiaj. Dlatego też nie rozumiem, co tu się właściwie dzieje …

Miałam już dość tej całej sytuacji. Ale co na to poradzić? Sama już nie wie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć.

Michiyo: Moim zdaniem, albo wasz ojciec próbował was sprawdzić, albo na serio wróg chciał was zabić we śnie … Ale po tym co mówiłaś, robi jeszcze bardziej się dziwnie … Sama już nie wiem, co o tym myśleć.

Pomogła mi wstać z futon’u rozłożonego na podłodze. 

Ja: Ja też chciałabym się dowiedzieć, o co tym wszystkim chodzi. Ale widać jak na razie nie będzie nam to dane. Ten sen był za bardzo realistyczny. Jeszcze do tej pory czuję drgawki po wylądowaniu materacu usytuowanym na ścianie…

Lekko kręciło mi się w głowie, i nogi mi drżały, ale zaraz wszystko się uspokoiło. Lecz to wszystko jakoś mi nie przeszkadzało. Ważniejsze było to, by dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi i czego od nas chciał.

Jednakże jak na razie się tego nie dowiem. Było już grubo po 23. Stwierdziłam, że nie ma sensu dalej się wkurzać. I tak tego nikt nie zmieni. Co ma być to miało być. 

Ja: No cóż, albo ktoś z nas zrobił balona, albo już sama nie wiem …

Powoli idąc do kuchni, gdzie siedzieli Matt i Keith. A gosposia podała talerz z kanapkami.
Michiyo: Sama bym chciała wiedzieć, ale jak się czegoś dowiem, to ci powiem.

Widząc, że już nic mi nie jest.

Ja: Mam taką cichą nadzieję, bo to już wcale śmieszne nie było. Byłam pewna, że to coś chciało nas zabić, i do tego zostały wciśnięte to moje przyjaciółki, które nie powinny brać w tym udziału.

Siadając na wolnym krześle i biorąc, kanapkę z talerza.

Michiyo: Rzeczywiście, coś tu jednak jest naprawdę nie tak.

Keith: Co ty nie powiesz, Michiyo.

Matt: Wolałabyś się nie szwędać po tak ohydnym zamku jak nam się to trafiło.

Między jedzeniem kanapek.

Gosposia: Ale jedno jest pewne, nic jak na razie wam się nie stało, i za to trzeba podziękować bogu.

Zabierając swoje rzeczy.

Niedługo potem Michiyo i gosposia, opuściły dom, zostawiając naszą 3 samych. Coś przeczuwałam, że to dopiero początek ekstra atrakcji jakie nas jeszcze czekały. Ale o tym już wolałam nie myśleć jak na razie, bo dostawałam od tego bólu głowy.

Ja: Dziękuję, za jedzenie, idę teraz do siebie.

Kończąc ostatnią kanapkę, wypijając ostatni łyk herbaty. Odsunęłam się, i wstałam od stołu. Przysunęłam krzesło do stołu.

Matt & Keith: Miłej nocy!

Kiedy wychodziłam z kuchni.

Ja: Wam też to życzę.

Odpowiadając, znikając na górze. Po wzięciu prysznicu, i założeniu ulubionej piżamki, wskoczyłam do łóżka.



Tym razem wzięłam w wersji czarnej z różowymi wykończeniami i kokardkami.

Niedługo potem znów zasnęłam, głębokim snem.

Minęło kilkanaście godzin. Obudziłam się cała rozpromieniona i wyspana. Jeszcze przez chwilę nie myślałam, o wczorajszym dniu.

Wstałam jakby nigdy nic. Jeszcze nie do końca obudzona, podreptałam do łazienki. Jak gdyby nigdy nic, bo to była moja łazienka, weszłam sobie do środka.

Wzięłam prysznic i przebrałam się w szarą wersję kompletu. 



Wyszłam z łazienki, wróciłam do swojego pokoju, ale po 15 minutach stwierdziłam, że zapomniałam opaski na włosy, więc wróciłam się z powrotem. 

Wówczas, to co zobaczyłam, obudziło mnie już kompletnie. Przez pierwszą sekundę myślałam, że mam omamy wzrokowe, ale po tejże sekundzie stwierdziłam, że jednak ich nie mam.

Z początku osoba, którą zobaczyłam nie widziała mnie, bo stała tyłem, i dziękuje za to.

Z tego co wywnioskowałam, miała długie brązowo-rudo-czerwone włosy. I była zupełnie naga.

Będąc w kompletnym szoku, nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Bo co miałam zrobić, miałam tylko dwie opcje: "Wrzasnąć, lub siedzieć cicho, dopóki ta osoba się nie zorientuje". Wybrałam to drugie, bo i tak już miałam dość wrzeszczenia na jakiś czas.

Wtedy ta osoba, odwróciła się w moją stronę, bo sięgała po ręcznik, który wisiał nieopodal mnie, jak na złość. 

Nie zdążyłam wziąć tego ręcznika, bo wtedy zobaczyłam to, czego zobaczyć nie powinnam. Kiedy spojrzałam się w to miejsce, potem tego żałowałam, i stwierdziłam, że będę mieć uraz do końca życia.

Bo tą osobą okazał się facet, a nie tak jak myślałam na początku, że to kobieta ...

I zapanowała niezręczna cisza. Kiedy mnie zobaczył, że go widzę nago, najpierw go spetryfikowało, a zaraz potem pisnął i się zakrył.

Ja: To raczej, ja powinnam piszczeć nie ty, kotku.

Z ironią w głosie, na widok jego zachowania. Podając mu ręcznik.

Ostrożnie wziął ode mnie ręcznik, i się po czubek nosa nim zakrył. Nie wiem jak to zrobił, ale teraz na jego widok dostałam ataku śmiechu.

Kasumi: Nie widziałaś?

Pytając z nadzieją w głosie.

Ja: Wybacz, ale muszę zaprzeczyć, bo właśnie widziałam. Ale jest dopiero przed 9 rano, a wiem, że moi bracia wstają po 9 i nie chcę im zrobić zawału, jak zacznę wrzeszczeć, jakby mnie obdzierano ze skóry. Jestem im to winna po wczorajszym dniu.

Widząc, że się robi jeszcze bardziej czerwony, niż wcześniej. Ale nim się zorientowałam, było już kompletnie za późno.

Kasumi: K-Katuś?!

Robiąc wielgachne oczy niczym spodki.

Ja: Tak, to ja, ale o co chodzi ...

Nie dał mi dokończyć, bo rzucił się na mnie.

Kasumi: JAK JA SIĘ STĘSKNIŁEM! MOJA NAJDROŻSZA!

I pięknym stylem z łomotem otwierając drzwi od łazienki, wylądowałam na chodniczku, w korytarzu.

Ja: CO DO JASNEJ CHOLERY!

Będąc przygnieciona przez niego.

Ja: Nie wiem, o co ci chodzi. I złaź ze mnie, ty zboczeńcu!

Zrzucając go niczym "Usagi w jednym z odcinków Seiyę" z anime "Sailor Moon Stars".

Ten siadł na środku, i się rozpłakał.

Teraz to już opadły mi ręce. Co to za idiota, i co tu właściwie robi. I czemu uważa, że ja go znam ...

Dopiero po kilku minutach przypomniałam sobie.

Ja: O KAMI-SAMA! Kasumi?

Teraz to już nie wiedziałam co mam zrobić.

Ja: Do licha! Nie poznałam cię! Matko!

Próbując go jakoś pocieszyć. Kiedy to robiłam, usłyszałam tupot 2 par nóg.

Ja: O cholera! Bracia! Przestań wyć, tylko rusz tym swoim sexy tyłkiem i chodź za mną, jeśli nie chcesz dostać łomotu.

Kasumi: A czemu to?

Nadal zapłakany.

Ja: W mordę! Pomyśl!

Łapiąc go za frak, ale uważając, by nie ściągnąć z niego ręcznika. Pędem zabrałam go do swojego pokoju. I kiedy bracia postawili nogi na drugim piętrze, jak z trzaskiem zamknęłam drzwi od swojego pokoju.

Sadowiąc go na krześle, powiedziałam.

Ja: A ty się z stąd nie ruszaj, dopóki nie przyniosę twojej garderoby z mojej łazienki, jasne?

Mocno akcentując ostatnie słowo. Kasumi grzecznie nie ruszył się z krzesła. Tylko pokiwał głową na to, że rozumie.

Ja niczym filip z konopi wyskoczyłam z pokoju, przywalając Matt'owi drzwiami prosto w twarz.

Matt: Aua! Mój nos!

Łapiąc się za nos.

Ja: Oh! Wybacz, bracie, nie wiedziałam, że stoisz za drzwiami.

Widząc, że nie jest zadowolony.

Matt (mówiąc przez nos): Mam nadzieję, że nie jest złamany.

Keith: Teraz to już przeszłaś samą siebie.

Ja: Wcale, że nie, to Matt'a wina, że stał pod drzwiami. Przecież wam mówiłam, żebyście nie stali pod nimi, bo możecie oberwać? I co? Jeden z was już się doigrał.

Lekko wkurzona.

Ja: Keith, zabierz brata do szpitala, niech sprawdzą, czy nie ma go złamanego.

Zamykając drzwi od pokoju i zmierzając do łazienki.
A raczej biegnąc do łazienki, by jeszcze sobie nie czegoś nie ubzdurali.

Wpadłam z impetem do łazienki, zabrałam opaskę i wzięłam ciuchy Kasumi'ego, i pędem poleciałam do pokoju.

Po braciach, ani śladu. Za to potem na komórce widniał sm's od Keith'a, że zabiera Matt'a do szpitala, i jak się czegoś dowiedzą, dadzą znać.

Odetchnęłam z ulgą, ale z drugiej strony, żal mi było, że ich tak potraktowałam, ale kto by wiedział. Ale jednak było mi to na rękę, bo jakoś nic nie wiedzieli o Kasumi'm.

Wchodząc do pokoju. Kasumi nadal grzecznie siedział na krześle, jak mu kazałam.

Ja: Proszę, o to twoje rzeczy. A tam w rogu jest parawan, idź się i ubierz za nim. 

Wskazując na parawan w rogu pokoju.

Kasumi: Jak chcesz, myślałem, że jednak nie będę musiał.

Ja: Czyś ty oszalał?! Nie jesteśmy już dziećmi, ani tym bardziej parą, bym cię chciała nago oglądać.

Oburzona zachowaniem jego.

Kasumi: Oj, dobrze, już dobrze, niech ci będzie, ale jednak dasz mi szansę?

Wystawiając łepek zza parawanu.

Ja: Hm... Po żyjemy, zobaczymy, teraz na pewno tego ci nie powiem.

Jedno było pewne, wiedziałam, że coś się dzisiaj zdarzy, ale, że tą niespodzianką będzie moja dawna miłość, tego to się nie spodziewałam. Dodając, że on nic o tym nie wie, i byłam wściekła, bo uczucie, znów wróciło, i tym razem nie uda mi się tego zatuszować. Tak jak mi się to udawało wcześniej.

Kasumi (zza parawanu): Em... Twoi bracia nie widzą, że tu jestem. 

Lekko przerażony.

Ja: Nie mów mi, że to ty jesteś tą osoba, którą ojciec przysłał, by mnie chronić?

Tego to się nie spodziewałam.

Kasumi(ubrany już): Tak, zgadłaś, stwierdził, że ja będę najbardziej odpowiedni, ze wszystkich kandydatów. 

Wychodząc zza parawanu.

Ja: A to z jakiej racji?

Wkurzona.

Kasumi: Michiyo, rozgryzła twoją słabość ...

Miał uśmiech od ucha do ucha, niczym kot z Alicji.

Zamarłam w szoku.

Ja: No nie!

I zrobiłam się czerwona jak cegła.

Chciałam uciec, ale mnie złapał.

Kasumi: Oj, właśnie, że tak, moja najdroższa.

Obejmując mnie od tyłu. A mnie się nogi zupełnie zrobiły jak z waty.

Ja: Kas, puść mnie, proszę cię ...

Próbując się wydostać z jego objęć. 

Kasumi: Czemu, ty zawsze mnie odpychasz!

Wnerwiony, po tym jak się wyrwałam.

Ja: Bo nie jestem pewna, co do ciebie głupku czuję!

Wrzasnęłam niekontrolowanie. I po chwili żałowałam tego co powiedziałam.

Kasumi: Miałem nadzieję, że to powiesz, ale pomijając, nazwanie mnie głupkiem. 

Wnerwiony na śmiesznie.

Ale widziałam w jego oczach, że jednak moje kumpele miały rację, a ja po prostu byłam czystą idiotką, nie widząc, że go swoim zachowaniem i słowami ranię.

Ja: Przepraszam za to co wszystko co ci zrobiłam, byłam idiotką, ale muszę to wszystko przemyśleć na spokojnie, nim podejmę decyzję. 

Patrząc mu w oczy.

Kasumi: Wytrzymałem tyle czasu, to i mogę jeszcze parę dni wytrzymać, jeśli jak dobrze myślę, będzie warto ...

Zrezygnowany, ale nie poddając się złym myślom.

Ja: Ja też tak sądzę, ale z drugiej strony, nie wiem jak moi bracia zareagują, jak cie tutaj zobaczą. Nasze sercowe rozterki to nic, w porównaniu z furią braci.

Teraz to miałam zgrozę w oczach.

Kasumi: Nie bój żaby, będzie dobrze ...

Próbując poprawić mi humor.

Ja: Oby tylko miał rację ...

 

___________________________________________

Kolejny rozdział już jutro, to koniec na dzisiaj :)

sobota, 01 lutego 2014, aerumnya1010

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Weronika396, *.docsis.tczew.net.pl
2014/02/01 18:27:46
Haha, no w tym rozdziale to naprawdę były zabawne sytuacje. :D Mam nadzieję, iż główna bohaterka da szansę swojemu "opiekunowi", zwłaszcza, że niegdyś, a może i w obecnej chwili coś do niego czuła.